Maddogowo Maddogowo
303
BLOG

"Listy z Kanady" cz. 1

Maddogowo Maddogowo Rozmaitości Obserwuj notkę 3

 Swego czasu życie rzuciło mnie do Kanady. Mieszkałem tam sobie prawie roczek, więc zdążyłem poznać wszystkie pory roku.

Rzecz się działa dość dawno temu, ale nie sądzę żeby wiele się tam zmieniło jeśli chodzi o zjawiska, które mnie zadziwiały i zapewne zadziwiały by wielu z nas.

Wylądowałem w Kanadzie pod koniec listopada. Wylatywałem z Warszawy podczas deszczu, a Montreal przywitał nas piękną pogodą i leżącym na ziemi śniegiem. No nic dziwnego - pomyślałem sobie - w końcu kanadyjskie zimy są przysłowiowe więc śnieg w listopadzie nie powinien dziwić. Na lotnisku było… pusto. W zasadzie byliśmy jedynymi ludźmi. Żadnego kłębiącego się tłumu, żadnych celników. Jakiś urzędnik sprawdził paszport, spytał się czy przyleciałem turystycznie i… wbił pieczęć.

Koniec odprawy. Po koszmarze, jaki przeżyłem na Okęciu (przetrzepali mi wszystkie bagaże włącznie z ich całkowitym wypakowaniem. Kontrabandy nie znaleźli) wydało mi się to bajką. Żadnych kontroli - a tak straszyli, że nie wolno wwozić żadnej wódki, kiełbasy, grzybów, ogóreczków i w ogóle żadnej żywności. (pewnie, że miałem, najwyżej zjadłbym i wypił na miejscu). Jak się okazało, na lotnisku trwał akurat… strajk.

 

Właściwie nie przyjmowano żadnych lotów rejsowych. Dlatego nie było tłumów i praktycznie żadnej kontroli. Dlaczego nas przyjęto? No… to był czarter a nie lot rejsowy. Ot - taki drobiazg nomenklaturowy, a ile szczęścia dla ludzi.

 

CAŁY TEKST ZNAJDUJE SIĘ TUTAJ.

 

Na pytanie:

"Dlaczego do kompletnego tekstu odsyłacie do swojej strony?"

odpowiadamy:

Stosunkowo często zdarzało się, że notki były kasowane. Bez uprzedzenia, bez możliwości ich zachowania.

Dlatego od dwóch notek przyjęliśmy zasadę, że połowę materiału publikujemy tutaj, a resztę prosimy przeczytać w Maddogowie.

 

 

Maddogowo
O mnie Maddogowo

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Rozmaitości