Stary ślusarz miał siwy zarost, szary sweter i spodnie. Zwracał się do Zająca "miła pani". Trzymałem klatkę z drutu a on wielki pochylający nade mną z gorącą lutownicą manewrował przy drucikach trzymających całą konstrukcje w kupie. Rozglądałem się po warsztacie pełnym metalowych części nieznanego mi przeznaczenia, rozpoznałem jedyniedwie frezarki ważące chyba tonę.
Za starym krzesłem siedział pies-czarny wodołaz który właśnie się uspokoił i przestał ujadać. Z pyska leciała mu para, tak było mroźno.
Dziadek oszczędzał na ogrzewaniu.
-Zimno tu u pana, powiedziała Zając.
-Mila pani to nie jest zimno! Pracowałem w związku radzieckim przy kole podbiegunowym.
Ruscy nie uznawali hangarów i wszystko się robiło na dworze. Mechanikiem lotniczym jestem. Minus pięćdziesiąt stopni,a chodziliśmy w takich ciężkich kożuchach.!Rozpalało się lutownice w komórce i chowając je pod szubą biegło do samolotu, niejeden się podpalił-kupa śmiechu.Wszędzie byłem: Europa zachodnia, Rosja, Liban, na wszystkich lotniskach mila pani.
-Ciekawe miał pan życie skwitowałem
-Ej tam ciekawe, trzymaj pan to prosto- powiedziałzbliżając do moich palców rozpalone ustrojstwo. Zającz tylu dawała kuksańce regularnie bym się skoncentrował i nie kręcił tylko patrzył na ręce.
Konstrukcja dyplomowa zwieńczenie bardzo stresujących studiów przypominała mieszkanie papugi lecz po tajemniczych zabiegach miała ewoluować w stronę pomysłowego stołka.
Dziadek posapywał i co chwila śmiał się pod nosem. Widział jak dziewczyna dziobie mnie co chwila kłykciami a ja staram się nie drgnąć nawet o milimetr.
-A ta deska surfingowa to pańska? spytała Zając
-Pływałem ! powiedział z dumą, teraz już nie bo nie trzyma mojej wyporności. Wszystko robiłem by rodzinę utrzymać.
W Polsce też pracowałem, wiele zabawnych rzeczy się działo.
Raz na lotnisku przy okazji testów IŁA dwa, zjawiły się trzy kobiety z hali odlotów.
RESZTA TEKSTU ZNAJDUJE SIĘ TUTAJ


Komentarze
Pokaż komentarze