Wolność w erze algorytmów oczekuje na nowe instytucje dla selekcjonowania jakości.
Wolność i suwerenność gospodarcza nie są dziś zagrożone przede wszystkim przez „brak rynku” albo „nadmiar państwa”. Ich słabym punktem staje się coś bardziej podstawowego: władza nad selekcją jakości, czyli nad tym, co w praktyce uznaje się za „dobre”, „wartościowe”, „godne zaufania” – a więc nad tym, gdzie płynie pieniądz, czas, energia i zaufanie.
Przez kilka wieków w wielu obszarach tę korektę jakości wykonywał rynek (cena, konkurencja, ryzyko). W XXI wieku coraz częściej korekta przechodzi przez mechanizmy niecenowe: procedury, standardy, programy, wskaźniki, rankingi i platformy.
To są narzędzia potężne – mogą porządkować, ale mogą też budować „maszynę rozdziału zasobów bez wolności” albo „rynek pozorów”, w którym wygrywa widoczność, nie jakość. Rysunek 1 streszcza to przesunięcie mechanizmu selekcji jakości (nie tylko zmianę ocen).

Rys. 1. Zmiana dominacji w selekcja jakości (kto ustala kryteria i jak realokują zasoby) z rynkowej na wspólnotową,
W tym przesunięciu pojawia się obawa że wprawdzie: wybór formalnie istnieje, ale nie jest jasne, kto i jak ustala kryteria jakości, a przede wszystkim – czy wybór suwerena ma realny skutek. Gdy cena przestaje być czytelnym sygnałem jakości, a wybór jest filtrowany przez interfejsy, rankingi i procedury, „niewidzialna ręka” coraz częściej działa jak „rękawiczka” – nakładana przez tych, którzy projektują architekturę decyzji.
Rysunek 2 porządkuje definicje potrzebne do dalszego rozróżnienia ustrojowego.

Rys.2. Wolność jako zdolność i prawo do odpowiedzialności (rozumienie–wybór–odpowiedzialność).
Dlatego wolność trzeba rozumieć nie tylko jako brak przymusu, lecz jako zdolność osoby i wspólnoty do: rozumienia (a nie tylko reagowania), wyboru (a nie tylko impulsu), odpowiedzialności (a nie tylko opinii). W erze algorytmów najsłabszym ogniwem wolności staje się czas i uwaga człowieka: kto organizuje czas, ten organizuje pragnienia; kto organizuje pragnienia, ten organizuje decyzje.
Z kolei suwerenność gospodarcza to nie wyłącznie instytucje formalne, lecz zdolność wspólnoty do utrzymania własnych kryteriów jakości (w edukacji, kulturze, debacie, usługach), własnych mechanizmów mobilizacji zasobów oraz własnej pamięci instytucjonalnej (lekcji, błędów, korekt) – tak, aby nie żyć w cudzej architekturze decyzji: proceduralnej albo platformowej.
Tak dochodzimy do trzech możliwych odpowiedzi na pytanie: kto ma władzę nad jakością?
Pierwsza to proceduralność administracyjna: jakość rozumiana jako „zgodność z przepisem”. System umie kontrolować, ale słabo się uczy; łatwo zastępuje sens audytem, a człowieka rekordem – rodzi się KPI-reżim i „pozór wskaźnikowy”, w którym instytucja produkuje sprawozdania, lecz nie potrafi się poprawiać.
Druga to algorytmizacja platformowa: jakość rozumiana jako „wynik widoczności” w cudzym narzędziu reputacji. Wtedy wybór łatwo zamienia się w impuls, wiedza w informację, a wspólnota w audytorium – bo reguły selekcji są zaszyte w interfejsie, rekomendacji i logice uwagi, często poza realną możliwością korekty przez suwerena.
Obie formy są groźne dla wolności i suwerenności nie dlatego, że są „złe technicznie”, lecz dlatego, że zmieniają właściciela korekty jakości. Procedura centralizuje władzę w zgodności i audycie; platforma centralizuje władzę w architekturze uwagi i reputacji. W obu przypadkach suweren (rodzina, obywatel, wspólnota) może zachować pozór wyboru, ale traci kluczowe uprawnienie ustrojowe: możliwość realokacji zasobów i reguł w odpowiedzi na błąd. Jeśli alternatywy są dekoracją, porównywalność jest rankingiem, a korekta kończy się raportem, samoregulację przejmuje procedura albo platforma – i wolność „zmienia właściciela”.
Dlatego trzeba rozważyć alternatywny mechanizm korekty jakości: pętlę samoregulacji wspólnotowej (rysunek 3).

Rys. 3 Samoregulacja wspólnot w modelu personalistycznym.
Trzecia odpowiedź – samoregulacja wspólnotowa w ujęciu personalistycznym – nie jest ucieczką od rynku ani moralnym apelem. Jest modelem ustrojowym, który ma utrzymać wolność i suwerenność tam, gdzie rynek słabnie jako główny selektor jakości. Jej rdzeniem jest prosta pętla: (1) alternatywy instytucjonalne (2) porównywalność jakości (3) wybór suwerena (4) korekta i pamięć. „Personalistyczna” znaczy tu: skoncentrowana na osobie i relacji, a nie na „użytkowniku” i „wskaźniku”; zakłada instytucje pośrednie, które trzymają czas formacji, sens decyzji i odpowiedzialność – dzięki czemu wspólnota nie tylko „głosuje” lub „klika”, ale uczy się i poprawia swoje standardy.
W praktyce to oznacza cztery warunki wolności ustrojowej. Po pierwsze, alternatywy muszą być realne: „wyjście” ma coś zmieniać (pieniądze/czas/zaufanie). Po drugie, jakość musi być porównywalna nie przez sam ranking, lecz przez jawność, wspólne kryteria i recenzowalność – tak, by wybór był wyborem sensu, a nie marketingu lub siły przekazu. Po trzecie, wybór suwerena musi realokować zasoby, czyli uruchamiać wykonanie, finansowanie i rozliczenie, zamiast utrwalać mobilizację bez skutku. Po czwarte, korekta musi mieć pamięć: wersjonowanie standardów, procedur i treści, aby następny cykl nie zaczynał się od zera, a instytucja naprawdę się uczyła, nie tylko raportowała.
Stawką nie jest więc to, czy użyjemy procedur i algorytmów (użyjemy), lecz czy będą one narzędziami wspólnoty, czy wspólnota stanie się narzędziem procedury i platformy. Samoregulacja wspólnotowa – rozumiana personalistycznie – jest mechanizmem obrony dobra wspólnego przed dwiema presjami epoki algorytmów: platformizacją (algorytmy uwagi przejmują selekcję jakości) oraz proceduralizacją bez uczenia się (instytucja produkuje zgodność, ale traci zdolność korekty).
W tym sensie jest to propozycja kierunkowania modernizacji ustrojowej: by utrzymać wolność i suwerenność gospodarczą w świecie, w którym coraz częściej ktoś inny projektuje kryteria jakości – a my dostajemy już tylko interfejs wyboru.
Inne tematy w dziale Gospodarka