Madonna Madonna
186
BLOG

Groteskowy koniec królowej. Madonna przegrała walkę z czasem, botoksem i własną legendą

Madonna Madonna Kultura Obserwuj notkę 13
Zamiast tworzyć historię, artystka nie potrafi już ani zawładnąć umysłami mas, ani rozbujać parkietów na świecie. Zamiast muzycznego tronu, królowa popu ściga się dziś z nieżyjącym Michaelem Jacksonem w kategorii liczby i efektów drastycznych operacji plastycznych.

Wielki powrót, którego nie było

Mija miesiąc od premiery nowej płyty Madonny. „Confessions part II” – jako kontynuacja kultowego albumu z 2005 roku – miał przywrócić dawny blask królowej popu. Krążek zadebiutował wprawdzie na pierwszym miejscu listy Billboard 200, ale zaledwie po kilku tygodniach wypadł poza pierwszą dziesiątkę. Pierwszy singiel, „Bring Your Love”, nie wdarł się do TOP 10 ani w USA, ani w Europie. Owszem, utwór był często grany w różnych rozgłośniach radiowych na całym świecie, w tym w Polsce na antenie Radia Eska, jednak trudno mówić o spektakularnym sukcesie. Pytanie brzmi: dlaczego? Co się stało z dawną Madonną – nazywaną królową reinwencji, czyli gwiazdą znajdującą przepis na spektakularne powroty po okresach zapomnienia?

Kiedyś to działało. Po niewyobrażalnym sukcesie „Like a Virgin” z 1984 roku, bez większego wysiłku powtórzyła ten wyczyn bezbłędnym albumem „True Blue”. W 1986 roku „Papa Don't Preach” i „La Isla Bonita” bezwzględnie zdominowały listy przebojów. Cztery lata później kultowe „Vogue” stało się hymnem mniejszości seksualnych, z miejsca przejmując władzę nad parkietami całego świata. Nawet gdy po premierze skandalizującej „Erotiki” branża wróżyła jej koniec, ona z uśmiechem na ustach wracała na sam szczyt, serwując genialne „Frozen” czy nowoczesne „Music”. Zawsze wracała. Niezależnie od chwilowych porażek komercyjnych, potrafiła jak zraniona lwica rzucić się do gardła konkurencji i odzyskać koronę. Dzisiaj z tej lwicy został jednak tylko zardzewiały pazur, a dawny instynkt przetrwania zastąpiła desperacka pogoń za uciekającą młodością.


Kiedyś rządziła światem, dziś goni plastikowy ideał

Dziś po tamtej wizjonerce nie ma już śladu. Madonna przestała gonić za muzycznymi trendami – dziś jej jedynym wyścigiem jest rozpaczliwa walka z własną starością. Zamiast tworzyć historię, artystka nie potrafi już ani zawładnąć umysłami mas, ani rozbujać parkietów na świecie. Zamiast muzycznego tronu, królowa popu ściga się dziś z nieżyjącym Michaelem Jacksonem w kategorii liczby i efektów drastycznych operacji plastycznych. Jej dziwacznie wyprasowana twarz, pozbawiona jakiejkolwiek mimiki, stała się w sieci pośmiewiskiem i internetowym memem. Zamiast szacunku dla legendy, dostajemy smutny, groteskowy widok gwiazdy, która zapomniała, że z estrady również trzeba umieć zejść z klasą. „Confessions part II” to nie potknięcie – to ostateczny dowód na to, że czas zdetronizował królową.


Hedonistyczny manifest na receptę

Bo czym tak naprawdę jest „Confessions part II”? To tylko hedonistyczny bełkot, całkowicie pozbawiony chwytliwych linii melodyjnych. Po odsłuchaniu tego krążka ma się nieodparte wrażenie, że pod pojęciem „osobistej wolności” artystka rozumie dziś kontakt seksualny z przypadkowymi osobami spotkanymi po drodze – na przykład podczas banalnego wyjścia po zakupy do osiedlowego sklepu. I to najlepiej nie z jedną, a z kilkoma osobami na raz. Przez moment odnosi się wręcz wrażenie jakiegoś chorego dyktatu, a nawet kuriozalnego orędzia do narodu. Madonna wmawia nam, że mamy czuć wolność poprzez magię cielesności w publicznej orgii, poszerzając swoją percepcję za pomocą przygodnego seksu. Tanie epatowanie seksualnością ma stać się naszym nowym kodem kulturowym, który musimy bezkrytycznie zaakceptować. W przeciwnym razie grozi nam nowoczesny ostracyzm. Brakuje tylko informacji o tym, że każdy, kto się sprzeciwi, zostanie pozbawiony świadczenia zdrowotnego i nie będzie mógł korzystać z publicznej opieki zdrowotnej przez najbliższe 3 miesiące.


Bilans wielkości czy wielki mit?

A jednak, gdy opadną emocje, surowe liczby wciąż zmuszają do refleksji. Według Księgi Rekordów Guinnessa Madonna sprzedała co najmniej 400 milionów płyt na całym świecie. To absolutny sufit – wynik niedostępny dla jakiejkolwiek innej piosenkarki w historii muzyki. Jej trasy koncertowe do połowy 2024 roku wygenerowały astronomiczne 1,6 miliarda dolarów dochodu, przyciągając 12,8 miliona widzów. Pod tym względem również nie ma sobie równych. Wielu twierdzi, że jej wpływ na szeroko pojętą kulturę masową okazał się potężniejszy niż dziedzictwo samego Michaela Jacksona. Żadna współczesna wokalistka nie zbliżyła się do jej statusu, choć w kuluarach coraz głośniej mówi się, że Królowa została ostatecznie zdetronizowana przez bijącą wszelkie rekordy Taylor Swift. Ale czy rzeczywiście? Madonna zaszła dalej, niż mogła to sobie kiedykolwiek wymarzyć. Dla wielu nie jest już tylko artystką tworzącą muzykę pop – ona sama w sobie stała się popem i żyjącym dziełem sztuki. To nikt inny jak ona, na długo przed innymi, bezkompromisowo promowała mniejszości LGBT i osobiście definiowała zasady współczesnego feminizmu. Pytanie tylko, czy ten cały rewolucyjny feminizm nie okazał się ostatecznie jednym wielkim mitem. Co jeśli zamiast realnego wyzwolenia, Madonna swoją twórczością i obecną, groteskową postawą jeszcze bardziej uprzedmiotowiła kobiety? Sprowadzając ich wolność i podmiotowość jedynie do lepiej wyglądających, wyprasowanych botoksem prostytutek na usługach prymitywnego hedonizmu? „Confessions part II” to smutne podsumowanie tej drogi – zamiast rewolucji dostaliśmy tani, znoszony produkt

Madonna
O mnie Madonna

...jestem starzejącą się wiedźmą. ...wiek czyni swoje! Nawet moje czary już dziś nic nie znaczą! 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Kultura