Siostry Nazaretanki archiwum
Siostry Nazaretanki archiwum
MagdalenaRogucka MagdalenaRogucka
30
BLOG

Rachunek miłości z Nowogródka

MagdalenaRogucka MagdalenaRogucka Rozmaitości Obserwuj notkę 0
Ile kosztuje życie jednego człowieka? A stu dwudziestu? To pytanie brzmi jak temat filozoficznej debaty, dopóki historia nie nada mu konkretnego, bolesnego wymiaru. Latem 1943 roku w okupowanym Nowogródku cena ta została zapłacona krwią i modlitwą niewinnych kobiet.

Sisters News Service


W lipcu 1943 roku Niemcy aresztowali około 120 mieszkańców miasta. W większości ojców, często jedynych żywicieli swoich rodzin. W realiach hitlerowskiej okupacji taki krok oznaczał niemal pewną śmierć. Egzekucje były wówczas codziennym narzędziem terroru. W mieście panowało przekonanie, że wyrok zapadnie lada chwila.

Z relacji świadków wynika, że w klasztorze Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu zamiast odgłosów ucieczki słychać było gorącą modlitwę.  Siostry nie szukały ratunku dla siebie. Prosiły Boga, by to one mogły ponieść ofiarę zamiast aresztowanych. Znały zatrzymanych i ich rodziny. Wolały oddać własne życie, niż pozwolić, by zginęli oni. Nie był to gest rozpaczy ani emocjonalny odruch. Była to świadoma, dojrzała decyzja. Odpowiedź na Ewangelię, zakorzeniona w głębokiej wierze. Ich motywacja była jednoznaczna: miłość Boga i miłość bliźniego stanowiły dla nich jedność. Uznały, że nie można kochać Boga i pozostać obojętnym wobec zagrożonego człowieka. Nie można deklarować wiary i uchylać się od odpowiedzialności. Przykazanie miłości nie było dla nich formułą.


Było zobowiązaniem, które wypełniły.

1 sierpnia 1943 roku jedenaście sióstr nazaretanek zostało wywiezionych do lasu pod Nowogródkiem i rozstrzelanych. Zginęły razem, pogrążone w modlitwie. Ich śmierć potwierdzają świadectwa, dokumenty oraz późniejszy proces beatyfikacyjny.Po ich egzekucji aresztowani nie zostali straceni. Przeżyli wojnę i wrócili do rodzin. Dzieci nie straciły ojców. Domy nie zostały pozbawione oparcia.


Jedenaście za stu dwudziestu.


image



Bilans był przerażająco prosty:

jedenaście istnień przerwanych, sto dwadzieścia ocalonych.


Kościół zna ich imiona i wymienia je z szacunkiem:

 • s. Maria Stella (Adela Mardosewicz)

 • s. Maria Imelda (Jadwiga Karolina Żak) 

 • s. Maria Rajmunda (Anna Kukołowicz) 

 • s. Maria Daniela (Eleonora Aniela Jóźwik)

 • s. Maria Kanuta (Józefa Chrobot) 

 • s. Maria Sergia (Julia Rapiej) 

 • s. Maria Gwidona (Helena Cierpka) 

 • s. Maria Felicyta (Paulina Borowik) 

 • s. Maria Heliodora (Leokadia Matuszewska) 

 • s. Maria Boromea (Weronika Narmontowicz) 

 • s. Maria Kanizja (Eugenia Mackiewicz)


To były zwykłe kobiety. Zakonnice, które uczyły dzieci, pomagały chorym, znały strach i tęsknotę za życiem. Nie były postaciami z marmuru ani legendy. Były kruche jak każdy człowiek.  Tak jak my odczuwały ból i lęk. A jednak podjęły tę decyzję - świadomie. 5 marca 2000 roku św. Jan Paweł II ogłosił je błogosławionymi, uznając ich śmierć za męczeństwo z miłości.


W tym samym czasie, gdy w Auschwitz Maksymilian Kolbe oddał życie za człowieka, w Nowogródku jedenaście kobiet oddało je za wielu. Jego czyn stał się jednym z najbardziej znanych znaków chrześcijańskiego heroizmu. W okupowanym Nowogródku wspólnota kobiet odpowiedziała w tym samym duchu na dramat miasta. Dziś, gdy wojna przestaje być abstrakcją, a ludzkie życie bywa sprowadzane do statystyki, ich historia nabiera szczególnej aktualności. Nie wzywa do szukania śmierci. Przeciwnie. Wzywa do szukania miłości do życia drugiego człowieka. Bardzo konkretnej, odpowiedzialnej ale i wymagającej.


Ta historia sprzed ponad osiemdziesięciu lat nie jest jedynie wzruszającym wspomnieniem. 

Jest pytaniem postawionym nam - tu i teraz.

Czy potrafimy kochać Boga i bliźniego naprawdę?

Także wtedy, gdy cena może być najwyższa

Pamiętam czasy kiedy liczyła się treść artykułu, a nie lead

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości