5 obserwujących
41 notek
37k odsłon
  114   0

Historia instant

Wydarzyła się potworna tragedia. Zginęli ludzie, którzy mogli jeszcze cieszyć się życiem i wiele w nim zdziałać. Wokół ich bliskich pozostały puste dziury, których nic poza żalem nie wypełni. To zawsze boli. Bardzo współczuję wszystkim, którzy w sobotniej katastrofie stracili bliskich, zwłaszcza osieroconym dzieciom.

Straciliśmy w tej katastrofie wiele zasłużonych osób ważnych z punktu widzenia funkcjonowania państwa i to jest nasza wspólna, narodowa strata. Wielu ludziom, także tym, którzy nikogo na pokładzie rozbitego samolotu osobiście na znali, tragicznie zmarłych osób będzie brakowało.

Poza tymi dwoma wymiarami wydarzyło się jednak coś jeszcze. Odegrał się rytuał. Naród zjednoczył się w żalu. Powiedziano wiele pięknych słów. Zalano ulice morzem kwiatów i zniczy. Spory zamilkły. Nawet Rosjanie nas uszanowali. Idylla... I nagle trach. I nagle bum. I nagle pojawia się pomysł, by Prezydenta pochować na Wawelu. Koniec żałoby. Koniec zgody. Koniec spektaklu. Idylliczną scenografię zamiatamy pod dywan.

Najpierw poczułam szok i smutek, współczucie dla rodzin ofiar i żal po tych, co odeszli. Teraz nie mogę otrząsnąć się ze zdziwienia, które wzbudza we mnie łatwość, z jaką w Polsce można zaczarować rzeczywistość. Najpierw tragiczna śmierć, tragiczna, ale przypadkowa, a nie bohaterska czy męczeńska, czyni z człowieka przez wielu publicznie wyśmiewanego niekwestionowanego męża stanu. Na poczekaniu tworzy się historia jak zupka w wersji instant: wystarczy raz zamieszać - i gotowe. Skłócony Naród, którego liderzy potrafili się spierać o krzesło na dyplomatycznym spotkaniu, łączy się w Mistycznej Jedności. Za chwilę wybór miejsca pochówku zmarłego Prezydenta, ważny, ale nie decydujący o czyimkolwiek być lub nie być, rozbija tę Mistyczną Jedność Narodu.

Nie mogę się opędzić od psychoterapeutycznych kategorii, które zwykle nie dręczą mnie aż tak natrętnie, ale może tej traumatycznej sytuacji nie można rozumieć inaczej. Śledzę napływ informacji i przebieram w nich, jak kopciuszek w popiele, by oddzielić emocje od faktów, to, co rzeczywiste od tego, co życzeniowe. Nie jest to możliwe, gdy czyjeś życzenie (kimkolwiek ten ktoś jest), by Prezydenta pochować na Wawelu zostaje natychmiast, bez głębszego namysłu i szerszych konsultacji, przekute w decyzję, która powoduje w społeczeństwie tak ostry dysonans, że zakłócona zostaje narodowa żałoba. Mogę wstrzymać się z oceną, czy jest to decyzja dobra czy zła, ale jestem pewna, że została ona powzięta w niewłaściwy sposób.

W ogóle obserwując ostatnie wydarzenia zastanawiam się nad sprzecznością tkwiąca w tym, że życie społeczne i polityczne, zwłaszcza w demokracji, ma charakter wielogłosowy i dialogowy, podczas gdy historia jest pisana w sposób spójny i w zasadzie jednym głosem. Obserwacja tego, jak realna polityka zostaje w jednej minucie przeniesiona w sferę historycznej mitologii jest doświadczeniem niezwykłym, ale też bardzo trudnym. Historia ma bowiem te dwa wymiary - ten pierwszy mitologiczny, w którym poprzez opowieść o naszym poprzednikach określamy to kim i gdzie jesteśmy i ten drugi faktograficzny, w którym poprzez opowieść o naszych poprzednikach pytamy o to kim i gdzie jesteśmy, dodając "dlaczego dopiero tutaj?". Gdy obserwuję to, jak w ciągu jednego dnia zmieniła się publiczna percepcja Prezydenta Kaczyńskiego, nie zastanawiam się, która wersja jest prawdziwa, tylko czy jest sens jeszcze w ogóle w cokolwiek wierzyć...

Myślę o tym, że chciałabym, by narodowa mitologia była dopełnieniem mojej dumy z bycia Polką, a nie czymś, co daje mi się w zamian za wstyd z rzeczywistości, w której przyszło mi żyć i ludzi, którzy mnie otaczają. Zachowuję pamięć o zmarłych, ofiarach tragedii i katastrof, ale zostaję też z pragnieniem, by moją tożsamość budowali wizjonerzy, zwycięzcy i ich osiągnięcia. Ci, którzy zginęli, byli przecież ludźmi pracującymi na taką tożsamość. Dlaczego koncentrując się na ich tragicznej śmierci, tak mało uwagi poświęca się temu, co robili? Przecież dla każdego ważniejsze od miejsce pochówku jest kontynuowaniu dzieła życia...

Staram się pracować dalej. Myślami wracam do tych bliskich mi osób, które odeszły.

Mam nadzieję, że byłyby ze mnie zadowolone.

Lubię to! Skomentuj28 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Komentarze

Inne tematy w dziale