Obłok postanowił się upić. Jest panem z panów, a zwykłe chamy czasem go irytują ponad miarę.
~ qrwa, reforma rolna i zabór majątku to już prawie dwa pokolenia to tyłu. Dostaliście swoje, komuna was wyuczyła na koszt majątku mego dziadka - ale nie myślcie, mój kochany plebsie, że po tym rabunku zyskaliście uprawnienia i świadomość narodową.
Obłok zadumał się nad Polską, a mocne, słodkie wino pochyliło mu głowę na kartką mięsistego, żeberkowanego papieru, na którym mógłby stawiać litery w kolorze royal blue , gdyby tłoczek jego pelikana mod. 1874 się nie zaciął (wieczysta gwarancja) . Płukanie pióra i szukanie atramentów zajęło Obłokowi niespełna 2 dni. Buteleczki z błękitnym watermanem i parkerem stały sobie spokojnie w stosownym zakamarku sekretery, ale atrament pelikana przez nieuwagę Obłoka pozostał na osłonecznionym skraju biurka i przez lata poczerniał.
Obłok z melancholią patrzy na resztki swojej biiblioteczki domowej. Kobiety, które przez jego życie przewinęly się jako matki jego dzieci, nie były zbyt pazerne na książki. Pierwsza była uczuciowa, trzecia portfelowa, a środkowa od chwili porzucenia (1989) wszystkie pieniądze poświęca na szmatki na ciało i meble biblioteczne, które zapełnia. Ma wszystko, co powinno być w dobrej domowej bibliotece na ca. 1000 vol. Obłok chętnie odwiedza środkową, rozmawia o książkach i dzieciach - chociaż nie stroni od ostatniej instytucjonalnej partnerki, gdzie w ciepławym, budyniowatym seksie zwyczajnie odpoczywa.
Księgozbiór Obłoka szczuplał z reguły nad ranem - po hulance wracał do domu, dyskutując z tym lub owym chmyzem problemy takie i owakie. O wschodzie słońca dokrapiał do wiedeńskiego jajka nieco brandy, a potem pozbywał się gadającego idioty. Wręczał mu jakieś cudeńko z biblioteki mówiąc - jeżeli kiedykolwiek zrozumiesz coś z tego co tu napisane, to wrócisz tu zwrócić tę książkę, a za pazuchą będziesz miał butelkę koniaku, przy której coś tam przedyskutujemy.
Nic, kurwa, nie wróciło (no może raz, ale był to człowiek elementarnie porządny, wieśniacki syn z dobrego gniazda, towarzysz Obłoka z dziecinnych zabaw w lekarza, pierwszych macanek dziewuch i rozmów o wszechrozmiarze gwiaździstegi nieba).
Bezmyślne, głupie chamidła zaczynają dominować w kraju Obłoka, głosząc tumaństwo jako cnotę, a myśl
wysoką jako kalectwo.
Obłok pamięta jeden z epizodów rodzinnych - jako dziecko przed resetem (trzylatek, więc w latach 1951-54), doznał lęku. Leżał na brzuchu przy fotelu dziadka, kiedy pojawiły się jakieś nogi w wykrzywionych butach i dziwnych (pogniecionych) spodniach. Buty tupały, a nad nimi coś krzyczało. Potem coś zagrzmiało, a Obłok znalazł się w ramionach dziadka. Obłok poczuł, że może jutro, albo w innym dniu , za dziesięć czy wiecej lat, nie będzie zawsze czuł się bezpiecznie - ale i tak i tak nic mu się nie stanie, bo wykrzywione buty i złe głosy zostaną rozdeptane.
Obłok nie ma - w tym swoim dzisiejszym pijanym wyznaniu - nic do powiedzenia trzeźwym lub oszołomionym chamom tego "salonu". Obłok chciałby jednego - zrezygnować z deklaratywnej pogardy wobec tutejszej publiczności.
ALE !!! - czy wy głupki naprawdę myślicie, że jakiś Tusk-plusk czy Kaczyński-pośmiewczyński znaczą coś w historii naszego kraju ?
Eeep - wolę wypić kolejną szklankę wina....
Plebejusze moi ukochani - chciałby powiedzieć Obłok - spróbójmy rozmowy o Polsce.
-----------------------------------
*Po godzinie funcjonowania notki zmieniłem nieco tytuł zamiast " ku wam" jest "do was" - pierwsze było świadomie użytym rusycyzmem, jednak w miarę opróżniania kolejnej butelki zrozumiałem, ze niewiele czujecie (rozumiecie) z naszego języka, moi silni w pysku bracia rodacy.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)