System informatyczny do podliczania głosów wyborczych, o którym wiadomo tylko tyle, że jego działanie nie zostało w pełni sprawdzone, miał swoją premierę w wyborach najtrudniejszych, bo najbardziej rozbudowanych i złożonych.
Oto zaowocował klasyczny przejaw polskiej niemocy organizacyjnej - wprost naszej narodowej głupoty.
To, że mamy do czynienia z produktem nowym i nie zweryfikowanym jakościowo było znane powszechnie - na dwa dni przed "godziną zero" przewodniczący PKW dzielił się w telewizorze swoimi wątpliwościami i "wyrażał nadzieję", że jednak "się uda".
Jedno z praw Murphy`ego mówi - jeżeli wykorzystujemy urządzenie, o którym wiemy, że ma element wadliwy, to ono MUSI się zepsuć w kluczowym momencie (w tym elemencie, o którym wiedzieliśmy).
Uruchomienie prototypu w ważnym procesie wykonawczym jest niedopuszczalne bez pełnowartościowej alternatywy, a jeszcze lepiej, gdyby inicjacja takiego systemu nie była procesem zasadniczym, a tylko dublującym system sprawdzony.
PKW przez cały poniedziałek biedzi się nad "ręczną" alternatywą zliczania wyników - gdy ta metoda miała być co najmniej na podorędziu, w pełni gotowa do działania wraz z pierwszym, najdrobniejszym sygnałem o wadach systemu informatycznego.
Oczywiście można też było - przewidując, a nie "mając nadzieję"- od początku prowadzić podwójną robotę - na papierkach i na komputerkach. Gdyby komputerki zadziałały to cacy - wyniki byłyby szybciutko i fanfary otrąbiłyby sukces. Gdyby komputerki padły, to nie byłoby sprawy, bo karteluszki i kalkulatorki też doprowadziłyby do celu - wolniej, ale bez bezsensownych oczekiwań na cud.
Głupia wpadka z głupim systemem to jedno - ale brak zabezpieczenia w postaci sprawnej alternatywy to głupota do kwadratu. Podanie się do dymisji kierownictwa PKW to wymóg oczywisty - bowiem nie ma żadnego usprawiedliwienia dla niefrasobliwego posługiwania się narzędziem systemowo samobójczym.
Szkody, jakie państwo polskie poniosło na tej niefrasobliwości są ogromne. Rzesza wyznawców teorii spiskowych dostała wysokokaloryczną pożywkę do snucia swoich rojeń - uderzających wprost w fundament demokracji, jakim są wolne i uczciwe wybory.
Zwyczajowo upolityczniamy każdy przejaw rzeczywistości. Mało tego, wszystko musi służyć pryncypialnej walce z jakimś tam politycznym wrogiem - jakby tkwiły w nas wskazania bolszewickich agitatorów. Nie nazywamy rzeczy po imieniu - wolimy ze zwyczajnej głupoty i niekompetencji wywodzić rozmaite przesłania dziejowe.
Obrażamy tym samych siebie - bo wikłamy się w teorie spiskowe przy diagnozie zdarzeń, których przyczyną jest prosty brak myślenia. Nadajemy głupocie rangę nadzwyczajną, ulegamy jej, obracamy pod lupą, kolorujemy i koloryzujemy - zamiast po protu ją obnażyć.
Obnażyć, wyeliminować i spuścić do szamba - bo to przecież zwykły ekskrement bezwładu myślowego - chyba że ktoś woli lepić z tej śmierdzącej materii amunicję do wzajemnych walk.



Komentarze
Pokaż komentarze (71)