Obłok Obłok
1012
BLOG

Euro, czyli powrót do polskości

Obłok Obłok Społeczeństwo Obserwuj notkę 46

Pieniądz to przedmiot ułatwiający transakcje handlowe - nic więcej.
Sam pieniądz  stał się też przedmiotem transakcji i spekulacji. Generowany jest w oparciu (m.in.) o parytet zadłużenia kraju emitującego, a nie o rezerwy złota czy samą wydolność gospodarki danego kraju. W takim stanie rzeczy stan pieniądza krajowego jest zależny od decyzji budżetowych ekip rządzących, a te są zmienne i bywają odpowiedzialne w różnym stopniu.

Mnogość różnego rodzaju pieniędzy (walut krajowych) i objęcie ich międzynarodowym rynkiem spekulacyjnym sprawia, że kraje emitujące są w nieustannym zagrożeniu ataku na ich walutę. Waluty krajów biednych (Polska) nie są łakomym kąskiem dla spekulantów, jednak w miarę bogacenia się mogą być atrakcyjnym celem. Aby tego uniknąć różne kraje łącza się we wspólne strefy gospodarcze i monetarne - to łączenie powoduje oczywiste zależności polityczne - są one nie do uniknięcia.

Mogą to być zależności wasalne (mały zależy od dużego) lub równoważne (mali i duzi współzależą od siebie). Doświadczenie greckie uczy, że strefa euro jest obszarem współzależności równoważnych, bo większy (Niemcy) poniósł większość kosztów ratowania budżetu mniejszego (Grecja).

Mamy też przykład Islandii, która była rajem bankowym dla Skandynawii i niektórych grup kapitałowych Wlk. Brytanii i USA. Islandia zbankrutowała, a jej główni partnerzy, którzy się na tym obłowili, zrobili zrzutkę na transzę kapitałową, umożliwiającą podniesienie się tego kraju. Mało kto zauważył, że do tej zrzutki dołączyła się ni z gruszki ni pietruszki Polska. Jest to informacja, że rzekomo niezależna złotówka jest uwięziona w grupie walut krajów unijnych, nie należących do strefy euro.

Strefa euro ma trudności między innymi dlatego, że te kraje, należące przecież do Unii, pozostające w niej w ścisłych zależnościach gospodarczych, prowadzą odrębne polityki monetarne, chcąc czerpać korzyści z więzi gospodarczych, bez zobowiązań do pełnego zabezpieczenia wspólnego rynku jednolitą walutą. Jest to swego rodzaju pasożytnictwo.

Dlatego w strefie euro, która tworzy trzon gospodarczy Unii, narastają tendencje do marginalizacji krajów pasożytniczych - przejawiają się w koncepcji Europy dwu prędkości, czyli krajów wiodących, zjednoczonych także wokół wspólnej waluty i reszty - realizującej odrębną, głównie brytyjska koncepcję indywidualnej relacji każdego kraju ze wspólnotą. 

Brytyjska koncepcja "wspólnoty egoizmów" jest ofertą polityczną dla tych krajów Unii, które chcą w pełni korzystać z dobrodziejstw, a ponosić mniej zobowiązań wobec wspólnoty. W odpowiedzi na to myślenie pojawiła się koncepcja ograniczonej dystrybucji uprawnień do wspólnotowych korzyści.  

Ci, którzy nie zechcą poddać się nowemu reżimowi wspólnej waluty, nie będą mogli w pełnym stopniu korzystać z boźców wzrostowych wygenerowanych w strefie euro - oczywiście będą mieli też ograniczony wpływ na formułowanie zasad dystrybucji dobrodziejstw.

Z polskiego punktu widzenia trwałe przyjęcie strategii "wspólnoty egoizmów" jest o tyle niebezpieczne, że nie dysponujemy klasą polityczną o odpowiednio wysokim standardzie etycznym i merytorycznym, a to nie gwarantuje stabilnych reguł funkcjonowania  państwa - bez względu na to, jaka z opcji partyjnych miałaby być  akurat przy władzy.

Wprost przeciwnie - główne siły polityczne w Polsce otwarcie głoszą już nie tylko rozbieżne, ale wprost przeciwstawne koncepcje wewnętrznego kształtu naszej państwowości. Oznacza to watpliwość co do istnienia podstaw polskiej racji stanu.

W zasadzie nie mamy sformułowanego żadnego jednoznacznego i trwałego kanonu zasad, ograniczającego naszych obecnych i przyszłych władców w ich - możliwych przecież - płochych wybrykach, ryzykownychnie tylko dla złotówki, ale nawet dla samego istnienia państwa.

Brytyjczyków i Skandynawów stać na egoizm państwowy, bo mają jako tako ułożone stosunki wewnętrzne, utrwalone elity wyłaniające odpowiedzialnych liderów myśli państwowej,  no  i w końcu trwale ustawione gospodarki. My w tych obszarach mamy tygle z buzująca pierwociną.

Dlatego przystąpienie do strefy euro jest dla Polski szansą na stabilne ramy rozwojowe. Nie wypracowaliśmy bezwzględnych reguł dla siebie samych - więc przyjmijmy reguły wspólnotowe. Stworzy to jakieś zabezpieczenie przed możliwym fiksum dyrdum jakiejś grupy rządzącej. 

Dziś - jako naród -  nie mamy do przedłożenia  takim czy owym, potencjalnym ekipom rządzącym, czegoś w rodzaju jednolitych, ponadkoniunkturalnych  artykułów henrycjańskich czy innych pacta conventa,  wraz urtwaloną powszechnie zasadą ich przestrzegania. Skoro nie, to zaimportujmy je choćby w części - wraz z aparatem sankcji za ich łamanie. 

Zyskamy tym samym w miarę bezpieczny czas na mozolne tworzenie zasad naszej państwowości - bo te nie biorą się hop siup, jak królik z kapelusza jakiegoś politycznego magika, tylko wymagają dziesięcioleci tworzenia i utrwalania w mentalności. Pod względem kultury politycznej i państwowej jesteśmy potwornie zapóźnieni.

Obecne prawidła państwowe i polityczne krajów zachodu kształtowały się w ciągu ostatnich 200 lat - z czego my 3/4 pozostawaliśmy w niewoli lub pod władzą obcego systemu. Musimy zyskać czas do spokojnego powrotu do polskości, gruntownej odbudowy i adaptacji do nowych czasów tradycji narodowych - w kategoriach państwa i odpowiedzialności klasy politycznej.

Jeżeli ma się to odbyć za cenę tego, że blaszka i papierek płatniczy w mojej portmonetce będą sie nazywały euro a nie złoty, to jest to żadna cena wobec tego, co naprawdę musimy odbudować.

Obłok
O mnie Obłok

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (46)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo