Gwarantem polskiego zagrożenie jest sojusz z Ukrainą, a gwarantem polskiego bezpieczeństwa sojusz z USA.
W praktyce jesteśmy małpą z piłą w łapie - podcinamy gałąź jabłoni na której siedzimy, bo ponoć na dole czeka obrońca zwierząt, gwarant bepieczeństwa, który nas złapie przed wyrżnięciem w ziemię, a jeżeli nie, to nas zreanimuje.
Gałąź podcinamy, bo chcemy, żeby uzyskanym tak kijem ukraińska małpa waliła ruską małpę. Stawką jest banan dla jednej , gdy druga nie dostanie naszych jabłek i zdechnie.
Ponoć ruska małpa chce wy...ć małpę ukraińską, więc my musimy iskać jedną, a wyszczerzać zęby na drugą.
Cały problem w tym, czy dozorca małpiego gaju zechce rzeczywiście stać pod naszą jabłonią, bo może odwróci się i powie:
- jak już podetniesz pod sobą gałąź, posłuszna polsko małpo, to atakuj ruską poczwarę. Jak dostaniesz po nosie, to skacz na drzewo. Pił u nas a Ameryce dostatek, zawsze ci jakąs podeślemy....
Gdy już piły się wyszczerbią, a zostanie gałąź ostatnia, to przypomnimy sobie pieśń z wesela - ..."ostał ci się jeno sznur".


Komentarze
Pokaż komentarze (3)