maia14 maia14
93
BLOG

Książka, moja miłość

maia14 maia14 Rozmaitości Obserwuj notkę 27

Zawsze, gdy wchodzę do księgarni czuję się, jak w innym świecie.

Zaczęłam, więc dziś buszować pośród książkowego zboża, w poszukiwaniu pewnej pozycji, aby w końcu poprosić panią z obsługi o sprawdzenie w komputerze, czy książka jest na stanie. Była. A gdyby jej nie było, to też luz, bo można w każdej chwili zamówić poszukiwany egzemplarz.

Nie tak onegdaj bywało. Raz, że książki miały głównie broszurowe wydania, a dwa nie można było ich kupić, swobodnie. Albo wystawało się w kolejkach, albo zapisywało na specjalne listy i czekano. Nie zawsze z powodzeniem.

Był jeszcze jeden sposób na zdobycie książki: bliskie kontakty z księgarzami bądź bibliotekarzami. Właśnie dzięki związkom z pewną dużą biblioteką, moje domowe zbiory powiększały się w wielkim tempie. Bo np. biblioteka zamawiała książki, ale zawsze można było pewnej ich części nie wprowadzić na stan zbiorów, lecz odsprzedać  pracownikom. Dzięki temu w rodzinnej, dziś mojej, bibliotece mam dzieła zebrane np. Witkacego, Conrada, Stendhala, Hłaski, Tołstoja, Norwida i wielu, wielu innych. Że o pojedynczych perłach już nie wspomnę, jak i pozycjach encyklopedycznych.

Zdarzało się, że biblioteki miały swoje drukarnie. Ta, o której wspomniałam, też miała. Szefem jej był zapalony bibliofil, który potrafił załatwić i w głębokiej komunie, zlecenie na druk wartościowej literatury. Tak stało się choćby, gdy Literacką Nagrodę Nobla otrzymał Czesław Miłosz. Drukarnia dostała, wtedy zlecenie na wybór wierszy Miłosza.  Z ciekawym wstępem i notką biograficzną. Wydano to pt:  "Moja wierna mowo".  Było to wydanie fibliofilskie, więc część egzemparzy została przekazana Towarzystwu Naukowemu, część otrzymali pracownicy, a częścią przywitano Miłosza, gdy w 1981 r. odwiedził Polskę.

Do mojego skrabca trafiły dwa takie egzemplarze. Jeden mam do dziś. Wciąż się pięknie prezentuje. A drugi posłużył, jako drobny prezent na prośbę pewnego ordynatora, który w zamian załatwił skierowanie do szpitala, poza rejonem. Urocze, gdy się słyszy czasami czego dziś od pacjentów  żadają, niektórzy lekarze.

A nawiązując jeszcze do Miłosza, to zerknęłam ostatnio do dwóch tomów jego wierszy, wydanych w 1983 r. przez Wydawnictwo Literackie Kraków-Wrocław i tam na stronie poprzedzającej tytułową, z historią wcześniejszych wydań na świecie,  znalazłam dopisek: "Niniejszy egzemplarz może być sprzedawany wyłącznie w Polsce i w krajach RWPG. Sprzedaż i wysyłka pocztowa do innych krajów wzbroniona". Takie byly czasy, a dzieła Miłosza jeszcze przez kilka lat od Nobla podlegały cenzurze.

W bibliotekach za to królowały dzieła Lenina czy Marksa. Biblioteki, chciały czy nie chciały, musiały zamawiać kolejne ich wznowienia. Dopiero, gdy komuna upadła można było pozbyć się tych niezliczonych egzemplarzy, które zalegały magazyny biblioteczne. Niektóre poszły do "koneserów", a inne na przemiał.  Tak się dokonała sprawiedliwość dziejowa.

Dziś podaż książkowa jest ogromna. Książki są pięknie wydane i tylko popyt, jakby mniejszy. Szkoda.

 

maia14
O mnie maia14

"Uśmiech wędruje daleko"

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (27)

Inne tematy w dziale Rozmaitości