Jak poinformowała "Rzeczpopolita", warszawscy śledczy już dwa miesiące bez rezultatu ustalają na jakim serwerze została umieszczona strona Antify i kto odpowiada za jej publikacje. Co najbardziej szokujące, prokuratura nie wystąpiła o zablokowanie strony "antyfaszystów".
- Serwery na których jest strona, znajdują się w Teksasie, więc tutaj szukałbym odpowiedzi na zamieszczanie, bez najmniejszych obaw, danych osobowych - mówi informator portalu Fronda.pl. Prokuratura wciąż pracuje nad ustaleniem tego faktu.
"Mamy już pewne ustalenia dotyczące stanu dowodowego. Prokuratura jednak nie wystąpiła o zablokowanie strony Antify, więc dane osobowe i adresowe umieszczonych na niej osób są nadal publicznie dostępne" - powiedział "Rz" Wierzchołowski. Przekonuje, że na tym etapie prokuratura nie ma możliwości wydania takiej decyzji.
Stwierdzenie prokuratora jest zaskakujące, ponieważ Prokuratura Okręgowa objęła nadzór nad postępowaniem, a na stronie Antify nadal publikowane są teksty, wzywające do przemocy. Ostatnio na celowniku bojówki znalazł się dziennikarz "Gazety Polskiej" Filip Rdesiński, którego "antyfaszyści" okrzyknęli mianem "konfidenta", co w środowisku chuliganów oznacza jedno: wskazanie celu ataków. Na witrynie Antifa.bzzz.net opublikowano również jego zdjęcia. Na stronie nadal można znaleźć, wcześniej wspomnianą, "listę faszystów".
Natomiast przestało już istnieć zamknięte forum Antifa Skins, którego zawartość - jako pierwszy - ujawnił portal Fronda.pl (czytaj TUTAJ - przyp. red.). Później to samo zrobiła "Rzeczpospolita". Właśnie dlatego prokuratura wszczęła postępowanie, które następnie... umorzyła. Śledczy nie wykluczają jego wznowienia. Wciąż próbują odtworzyć zawartość strony.
Artykuł ukazał się na portalu Fronda.pl


Komentarze
Pokaż komentarze (2)