Marcin Łukasz Makowski Marcin Łukasz Makowski
353
BLOG

Kto tu kogo ogłupia?

Marcin Łukasz Makowski Marcin Łukasz Makowski Polityka Obserwuj notkę 0

 

„Dziś największą słabością mediów jest odbiorca” - powiedział pewny siebie Grzegorz Miecugow w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej".  Pytany o genezę kryzysu nawet się nie wacha; "to wynika z potrzeb widzów", telewizja nie puszcza o 20 Woody’ego Allena, bo stabloidyzowana tłuszcza woli - jak to ujął redaktor - "naparzankę". Tymczasem problem tkwi nie w widzach, a w autorach treści.

Podobnie rzeczy się mają z polityką - dzikie tłumy oglądały konferencje Andrzeja Leppera i Nelly Rokity, ale już tylko nieliczna śmietanka intelektualna debaty o finansach państwa. A zatem wszelakie koncerny, z ITI na czele, żyją pod ciągłym dyktatem niewykształconej i mało wymagającej widowni, która pragnie jedynie prostej rozrywki, ukręcając łeb bardziej ambitnej inicjatywie czy innemu panelowi dyskusyjnemu. 

Szkoda, że Pan Miecugow podobnych rozterek nie miał, kiedy w 2001 r. ze stanowiska doradcy marszałka Sejmu ds. medialnych, wrócił w objęcia TVN-u prowadząc pierwszą edycję "Big Brothera". A może to wszystko głęboko zakamuflowany żal za własne błędy? Bo czy szanujący się dziennikarz, współtwórca Faktów i TVN24, mógłby z czystym sumieniem obwiniać widzów, samemu przykładając się do obniżania standardów medialnych? 

 

Abstrahując od ironii, argumentacja w stylu "to nie nasza wina, dajemy im tylko to czego chcą", świadczy może wybitniej niż statystyki o upadku polskiego dziennikarstwa. De facto jest to wypowiedzenia na głos kapitulacji i ostateczne pożegnanie się z jakąkolwiek misją, którą przynajmniej teoretycznie powinny wypełniać podmioty kształtujące świadomość społeczną (zwane szumnie mediami). O ile łatwiej nakręcić kolejne "Pamiętniki z wakacji", następny sezon "Rozmów w toku" czy inny plastikowy serial dziejący się na kilometrze kwadratowym centrum Warszawy, trudniej sięgnąć do przyczyn kryzysu, i robić to samo, tylko lepiej.

 

To jasne, że ludzie będą oglądać programy rozrywkowe raczej niż debaty o ekonomii. Nawet w kulturze popularnej znalazło się jednak miejsce dla Michela Jacksona - istnieje przecież coś takiego jak dobry pop. W każdej dziedzinie można trzymać poziom, a serwując rzeczy ambitne, szukać tych, które są przy tym równie lekkostrawne. Wiem jak działa ten mechanizm w internecie - wrzuca się galerie z Shutterstocka, przepisuje gotowe opinie, stawia na najszybszy efekt osiągany najmniejszym nakładem własnym. Ale czy można czegoś wymagać od dziennikarzy, dla których pierwszą czynnością po powrocie do domu jest uruchomienie laptopa i sprawdzenie firmowej poczty, czy aby nie ma czegoś "aktualnościowego" do zrobienia? Coraz częściej są słabo opłacani, łatwi do zastąpienia i przestaje im zależeć. A przecież na twórcach spoczywa odpowiedzialność za serwowane treści. Kryzys w mediach jest kryzysem twórcy, a nie kryzysem odbiorcy. Widz działa na ten mechanizm wtórnie. Niemniej jednak wydawcy zawsze tłumaczą się oglądalnością, branża reklamowa nakręca statystyki a szary obywatel staje się w tym wszystkim coraz bardziej bierny. Nie bez powodu młodzi ludzie, którzy znają alternatywy, wcale nie uciekają od polskich mediów w próżnie, ale po prostu zaczynają korzystać z ich zagranicznych odpowiedników.

 

Miecugow o tym wie, ale przez wygodę nie mówi, że mechanizm tabloidyzacji jest jak naczynia połączone. Zamiast tego twierdzi, że sami sobie zgotowaliśmy ten los. Ot, nic nowego - mało wymagający odbiorca jest łatwą wymówką dla tworzenia mało wymagających treści. Proste? Proste.  

Zapraszam na mojego bloga www.makowskimarcin.pl oraz stronę www.dziwnawojna.pl

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka