makroman - Maciej Czernik makroman - Maciej Czernik
201
BLOG

Choinka - czyli święta, święta i po świętach.

makroman - Maciej Czernik makroman - Maciej Czernik Polityka Obserwuj notkę 1

A mi wciąż nie chce sie pisać o polityce, normalnie mi sie nie chce. W necie aż furczy od wymiany ciosów między PiSowcami i POwcami. Rzut oka na Onet, Interię Wirtualną czy choćby nasz Salon nie pozostawia co do tego wątpliwości. Nijaka Platforma - okrojone PiS, obietnice, afery i aferki i to co media  na aferki kreować usiłują i słowa, słowa słowa...

 

A dziś rano mój najmłodszy synek okiem i gestem (bo mówić jeszcze mu się nie chciało nauczyć) poprosił by zapalić mu światełka na choince. Zrobiłem to.

Starszy synek dolegiwał sobie w cieplutkiej pościeli, kawy pachniały na stole, tak apetycznie jak o żadnej innej porze dnia. Obok siedziała żona a nasz najmłodszy z uwielbieniem wpatrywał się w światełka migające na choince. 

I wróciły wspomnienia z dzieciństwa, tego magicznego czasu gdy choinka ożywała niczym postacie z Dziadka do Orzechów, niby wiedziałem o niej wszystko, niby pomagałem mamie ją ubierać a jednak...A jednak choinka na drugi dzień ożywała, stawała się światem nowym, niezbadanym, pełnym magicznych istot. Domki świecące na bańkach jasnymi plamami światła w ciemnej zimowej nocy pozostawiały smugi świateł na śniegu niczym drogowskazy zapraszające wędrowców - nagle te domki zaludniały się mieszkańcami i ich opowieściami które, byłem pewien, można usłyszeć jeśli tylko słucha sie wystarczająco pilnie i długo. Te bańki w kształcie kolorowych butelek które otrzymałem od mojej matki chrzestnej  - to były siermiężne lata komuny, dobrem takim dysponowali ci którym pozwolono wyjeżdżać za granicę - w magiczny sposób wypełniały się napojami czułem przez cienkie szkło ich smak i aromat, za każdym razem gdy po jedną z nich sięgałem...mówiłem sobie że to jeszcze nie teraz, że nie mogę tak od razu wypić, że trzeba zostawić na szczególnie piękna chwilę, bo jest tych buteleczek tak bardzo mało...I mijały lata, a ja wciąż ich nie pokosztowałem...być może właśnie dla tego do dziś pamiętam ich smak i aromat...

I wreszcie słodycze - choinka uginała się od słodyczy, był to jedyny czas, gdy mama wysupływała zaskórniaki z całego roku i na gałązkach wisiały produkty Wedla, czekoladki - "bombajki" jak je wówczas nazywano pracowicie owijane przez mamę w pocięta na końcach bibułę - co nadawało im wręcz anielskiej lekkości a całej choince wykończenia na kształt królewskich gronostajów. Tych słodkości nie można było jeść ot tak sobie, po pierwsze, czas konsumpcji zaczynał się dopiero "po kolędzie" czyli w momencie gdy ksiądz pobłogosławił nasze mieszkanie i zamknął za sobą drzwi. wtedy można było jeść oficjalnie (acz niezbyt szybko, żeby na dłużej starczyło). Wcześniej jednak trwała gra w podchody, podkradane z choinki słodkości, były zastępowane pracowicie zwijanymi replikami, opakowanymi w oryginalne papierki, tak aby nie budziły niczyich podejrzeń. Można też było podczas ubierania niektóre zawiesić celowo w miejscach "niewidocznych" tak by ich znikniecie nie rzucało się w oczy. Myślę że mamie owa gra sprawiała równie wiele radości co mi...

Teraz jest inaczej - słodycze zalegują półki sklepowe i zasadniczo nie stanowią żadnego rarytasu, po który trzeba wystawać wiele godzin w kolejkach. Bańki i świecidełka to towar powszedni od straganów i budek ulicznych handlarzy poprzez sklepy aż po elitarne butiki. Dziś jest inaczej...a jednak.

A jednak spojrzenie mojego synka, który nagle w rozświeconej wczesnym rankiem choince ujrzał inny świat, jego okrzyk zachwytu (coś a'la krecik - tyle że bardziej basowo) uzmysłowiły mi pewną prawdę.

To nie gadżety tworzą magię świąt, nie butelka przesłodzonej kokakoli i debilowaty krasnal w saniach, nawet nie lampki świece i bańki na choince. Magię tworzy jedynie  miłość którą się dzielimy i nasza wyobraźnia - i wtedy ten świat na choince staje się o wiele bardziej prawdziwy niż rzeczywistość za oknami naszych domów - obojętnie jaka rzeczywistość - czy jest to rzeczywistość siermięgi komuny, czy czarna noc stanu wojennego - czy zakłamane czasy "reform" czy też III RP z jej hipokryzją, aferami i pogardą wobec zwykłego człowieka. 

I obojętnie czy mamy czasy pustek na półkach - bądź też odwrotnie pełnych półek a pustych portfeli - zawsze możemy postarać się zrobić dla najbliższych coś wyjątkowego. I tylko to się liczy ile miłości możemy dać najbliższym a nie ile prezentów...

I jedyna rzecz która pozostanie nam na zawsze - to nasze własne odbicie w kołysanej naszym oddechem choinkowej bańce i zachwycone oczy naszych dzieci gdy zapalamy na choince światło... 

zaczepny

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka