Notabene kota to w wypadku Kaczyńskich jak najbardziej adekwatne, proszę wybaczyć mi ten żart.
Tak więc znamy już strategię Tuska, jest to strategia miłości. Na pewien dystans może się sprawdzić, w końcu takiej jeszcze nikt nam nie proponował, po prawdzie co wrażliwszych zaczyna mdlić, ale zawsze jest to novum na które wielu poleci. Dokładnie tak samo jak z batonikami, mdłe to, podłej jakości i niewiele warte, ale marketing robi swoje. Tym bardziej że konsumenci wygłodniali a oferuje im się pokarm szybki, łatwy i przyjemny, taki McDonald do kupienia gdziekolwiek (przepraszam znów mi z tym Donaldem żart wyszedł - to pewnie wina wiosny).
A społeczeństwo polskie czuje głód, praktycznie od połowy lat 70 nie było u nas czegoś takiego jak stabilizacja, tamta była siermiężna, na nikczemnym poziomie i na kredyt...ale była! A potem? jak nie strajki, to Stan Wojenny, jak nie Stan Wojenny, to okrągły stół, a potem było już tylko jeszcze gorzej - permanentne kłótnie, rozczłonkowanie sceny politycznej, władza durniów, pijaczków i aferzystów...nie dziw że Polacy tęsknią za spokojem.
Piękna inicjatywa PiS miała by ogromne szanse powodzenia na początku lat 90. Wtedy nie było jeszcze układowych mediów, nie było takiej sfory wykształciuchów, "produkowanych" na pseudo uczelniach w których wykładowcą jest magister a ten czy ów profesor jedynie "daje twarz" dla porządku w papierach. Natomiast było ogromne przyzwolenie obywateli na remont. Dziś tego już nie ma. Owszem ogół społeczeństwa zdaje sobie sprawę z niedoborów i niedomagań naszego państwa ale...no właśnie - potrzebują odsapnąć!
A to daje im Tusk - wytchnienie, zamiast gadać o zagrzybionych ścianach i cieknącym dachu, wskazuje na okno - "patrzcie jakie piękne widoki".
Ludzie doskonale wiedzą że cały ten traktat to manipulacja, i że praktycznie niczym nie różni się od eurokonstytucji zdyskwalifikowanej w pierwszym rzędzie przez Francuzów. Że obecna "ratyfikacja" to nic innego jak pozademokratyczne działania mające posmak swoistego zamachu stanu. To nic - ludzie chcą spokoju i miłości.
Postawmy się w położeniu błądzącego głodnego. Czy to ważne że ktoś karmi go batonikami, zamiast pełnowartościowego pożywienia? Owszem na dłuższą metę tak, ale w tej chwili liczy się wyłącznie by zagłuszyć czymś bolesne skurcze brzucha. To nic że za chwile weźmie go na wymioty, w tej chwili, nastawiony na konsumpcję mózg nakłania go do połykania kolejnych kęsów słodkiej kleistej mazi.
Będziemy, drodzy współobywatele zagłaskiwani na śmierć, będziemy dławieni słodyczą i zgniatani w uściskach - do czasu aż przybierzemy formę odpowiednią dla nowoczesnego postępowego społeczeństwa!
I już nigdy, żaden oszołom nie wyrwie nas z tego błogiego letargu...chlewik, pasza, raz na tydzień kąpiel i zabiegi higieniczne - jak to zostało ustalone w odpowiednich dokumentach.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)