Wielokrotnie już spotkałem się ze stwierdzeniem iż komuś tam jest "wstyd" za rząd, za Kaczyńskich itd...Zazwyczaj zagadnięty na okoliczność tego wstydu nie był w stanie udzielić żadnej konkretnej odpowiedzi, wstyd mi i tyle. Dalej napastowany i zmuszany do odpowiedzi, reagował agresją, jakimiś wyzwiskami, obelgami i...ogólnikami typu "wszyscy wiedzą", "no popatrz co sie dzieje", tudzież epitetami typu "kaczyzm".Tyle było rozmowy.
Obecnie wielu polityków usiłuje zdyskontować ich "wstyd" dla własnych potrzeb i przekuć go na kolejne procenty wyborcze. Fałszywa troska, owo "pochylanie" się nad biednym zmuszonym do emigracji wykształciuchem, cały ten festiwal zakłamania i minoderii...
Ale efekty przyniesie...bo przynieść musi.
Dlaczego?
Aby na to pytanie odpowiedzieć trzeba napisać czym jest wykształciuch i dla czego został gastarbeiterem.
Kim jest?
Wykształciuch, wbrew temu co usiłuje nałgać Grzegorz Miecugow, to nie jest osoba z wyższym wykształceniem prześladowana przez reżim Kaczyńskich, gdyby tak było, to w rzeczy samej wykszłciuch powinien był sie buntować już dwie dekady wcześniej - zaraz gdy tylko Kiszczak i Jaruzelski postanowili że komuny nadal utrzymać się nie da. Już wtedy pojawiła się możliwość buntu, przecież aż do tej pory nigdy nie mieliśmy rządu i Prezydenta tak wysoko wykształconych. Ale wtedy się wykształciuch nie buntował...ciekawe?
Buntuje się dziś - czemu? - niby to dlatego iż teraz władza nim pogardza, nie oddaje mu czegoś tam i w ogóle...Cóż, ja pamiętam wystąpienia Millera i jego szydercze uśmiechy w stronę dziennikarzy, milczał wtedy Miecugów milczały inne wykształciuchy. Pamiętam plan Balcerowicza i nagłą pauperyzację całej praktycznie budżetówki - wtedy milczeli. Dziś rozdzierają szaty.
Czy zatem wykształciuchy to inteligencja? Owszem, taka postkomunistyczna, taka z dyplomami i licencjatami, które warte są co najwyżej wcześniejszych matur i dyplomów technika. Dziś gdy śladem Marxa ilość (studentów) usiłujemy przekuć na jakość (wykształcenia w Polsce), wykształciuch rosną jak grzyby po deszczu. Zapytajcie ich, niech powiedzą czy znają Trylogie (nie bo to dłużyzny), może Pana Tadeusza (no coś ty takie nudziarstwo), a inne lektury? (coś tam sie czytało - ale kumasz stary biznes trzeba było robić). Więc może są to fachowcy w swych dziedzinach? Było by mniej bolesne gdyby choć tyle...ale gdzież tam! Szczęśliwy posiadacz dyplomu menadżera rozwozi minivanem dropsy i batoniki, inni wciskają ludziom promocje - "Jak pan sądzi ile warta jest ta woda kolońska? - dobrze za wzięcie udziału w naszej ankiecie otrzymuje pan...itd.".
Owszem szukają zatrudnienia w zawodach, ale nikt ich przyjąć nie chce - bo ich dyplomy, poza wartością makulatury, niczym innym się nie odznaczają.
Rzecz w tym że to już nie są ludzie młodzi, rodzice już nie chcą łożyć na ich utrzymanie, tak jak łożyli na ich pseudostudia, w złudnej nadziei że "coś z tego będą mieli" i zwiedzeni urokiem "Wyższej Szkoły Zarządzania i Menadżerstwa" im. Wydrwigrosza w Pcimiu Dolnym.
Jedynym ratunkiem jest wyjazd - tam gdzieś daleko, gdzie nikt nas nie zna, gdzie nie trzeba się będzie wstydzić iż absolwent czyści szalety, pilnuje budowy, lub zmywa gary. Sęk w tym że uciec można przed wszystkimi ale nie przed samym sobą.
I taki nieszczęśnik wraca do koczowiska (domem tego nazwać nie sposób), a tam....tam znów widzi w lustrze swoją twarz, kolejny raz przelicza zarobione pieniądze i nieodmiennie wychodzi mu że choćby tyrał tu przez całe życie to do elity się nie wkupi - w Polsce stale będzie ciążył mu nicniewarty indeks, wypełniony nicniewartymi ocenami, przez profesorów nicniewartych, jeśli zostanie tam, to zawsze pozostanie już pariasem, gastarbeiterem robiącym to czego miejscowi tknąć się nie chcą!
Ps - żeby nie było nieporozumień - fachowcy - ci którzy skończyli jakieś prawdziwe szkoły - elektrycy, murarze ale też i pielęgniarki, lekarze, tudzież osoby naprawdę zaradne - pracują w zawodach które wybrali, nie źle im sie powodzi i...oni sie nie wstydzą. Owszem nie zawsze są zwolennikami Kaczyńskich i PiSu, ale też daleko im od histerycznej do nich niechęci. Jeśli nawet sami siebie do wykształciuchów przez jakiś czas zaliczają to raczej na skutek sentymentu i litości nad biedakami, niż z przyczyn klasowych, po czym prędziutko odrzucają tę retorykę, zajmując si e tym co w ich życiu naprawdę ważne.
Ale wykształciuch odrzucić samego siebie nie może, musi żyć z tym z czym żyje i musi szukać winnego...i znalazł!
Winny jest PiS, winni są Kaczyńscy, winne są mohery, babcie, dziadkowie, Radio Maryja, winny jest pies sąsiada, i gołąb na dachu i Busch i globalne ocieplenie...
Wszyscy tylko nie oni sami...
I tylko dziwi mnie, jak kompletnie nierozważnym być trzeba by na nich budować swój elektorat.
A wstyd? - no cóż wykształciuch to nie jest osoba przesadnie elokwentna - wstydem często nazywa własna frustrację...w sumie to...wstyd!


Komentarze
Pokaż komentarze