Media donoszą: Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Hans Gert Poettering i premier Belgii Guy Verhofstadt nazwali Tuska "prawdziwym Europejczykiem" ... Poza tym nazwali go też "swoim przyjacielem" (rzecz jasna) tudzież stwierdzili że oni sami oraz cały Parlament Europejski ma do niego zaufanie" (w co nie śmiem wątpić).
Powinienem teraz fikać koziołki z radości i dumy...ale jakoś mi sie nie chce. Nawet nie dlatego żebym nie lubił Tuska, lubię go mimo wszystko - choć mnie drażni.
Jest w tym wszystkim coś znacznie bardziej deprymującego niż tylko uśmiechnięta twarzyczka premiera.
Zasadniczo choćby z racji miejsca urodzenia, wychowania jakiemu zostałem poddany, tudzież wiedzy jaką zdobyłem sam - uważałem się za Europejczyka. Ta pewność uległa zachwianiu gdy w pobliżu mojego domu kilka lat temu stanął ogromny bilbord z Żebrowskim i podpisem że jest on Europejczykiem. Nawet przez chwilę nie wątpiłem że Żebrowski istotnie jest Europejczykiem...tylko po co były te plakaty? W mojej głowie zaczęła kołatać niepokojąca myśl "może pośród nas są "nieeuropejczycy" - może to jakiś desant z Azji czy Afryki? Jakaś dzicz straszliwa, przy której hordy Tuchaj Beja to Niesiołowski przy Romaszewskim ?
Myśl ta rosła, budziłem się w nocy i patrzyłem na zegarek...czy czas mamy jeszcze europejski czy już azjatycki? A może ja sam nie jestem Europejczykiem?
Koniecznie musiałem sprawę wyjaśnić. Metry sześcienne przeczytanych książek zaowocowały - trafiłem na Folwark Zwierzęcy Orwella i już wiedziałem że "wszystkie zwierzęta są równe ale świnie równiejsze".
Dziś zdobyłem pewność!
skoro są Europejczycy i "prawdziwi Europejczycy" to wystarczy lekko zmodyfikować zdanie z folwarku "wszyscy Europejczycy są Europejczykami ale niektórzy są prawdziwsi" inaczej mówiąc...
Nie wiem kim jestem w tym eurokołchozie zwierzęcym - czy koniem, czy osłem, a może kozłem (raczej kozłem z racji na charakter), na pewno nie psem i Z CAŁA PEWNOŚCIĄ NIE JESTEM ŚWINIĄ.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)