Czy ten kraj, w którym o hazardowej aferze piszą takie "tuzy" jak Dorn, Scios, kataryna, i każdy komu nie leń, to Polską nazywali, gdy w 1994 wyjeżdżałem z niego na trzy dni, które rozciągnęły się na 15 lat? (kto może przedstawić lepszy dowód na Teorię Względności niż ja :))
Jeśli tak, to okazuje się, że moja "ofiara", złożona na ołtarzu Ojczyzny - niczego nie dała.
Jaka ofiara pytacie? Gdy w 1992 roku patrzyłem na to, jak Capo di tutticapi Wałęsa, że swoimi "sześciorkami" (Tusk, Pawlak) daje nowe życie stalinowskim metodom robienia polityki w tym, niby wolnym kraju, to pomyślałem, że być może jest potrzebna jakaś ofiara na ołtarzu demosracji, dzięki której moi rodacy pojmą, że po "Nocnej zmianie" idzie się na barykady, a nie czyścić buty nowym "pistoletom".
Już na tułaczce łapałem się za głowę, gdy robili z nas (na waszych oczach i za waszą cichą zgodą) pijaków, wykształciuchów i mocherów.
Ręce mi jednak opadły dopiero wtedy, gdy dotarły do mnie detale kombinacji pt. "Kto, komu, ile w którą kieszeń?", czyli tak zwana "Afera hazardowa".
Nie, oczywiście, że nie chodzi o sumy w tą czy w tamtą. Przy Balcerowiczu, Lewandowskim, Bochniarz, Kaczyńskich, i "czerwonej armii niewidimowo fronta" (FOZZ) to maleńki pryszcz!
Nie, nie chodzi o to kto zajmował się lobbingiem i na czyją korzyść.
Nie zmartwiło mnie również to, że lecą jakieś głowy, gdyż te które spadają i tak są najgłupsze "na pierwszej linii frontu".
To co mnie tak ruszyło, że postanowiłem i ja dołożyć swoją cegiełkę do tego, jakby wyczerpanego tematu? – pytacie.
Oto ta informacja (cytuję za kataryną):
26 sierpnia 2009- Tusk spotyka się z Kapicą. Według Kapicy i Cichockiego, Tusk wypytywał Kapicę o ustawę, cel dopłat, proces legislacyjny, lobbing wokół niej, a po spotkaniu (według kalendarium Cichockiego, bo Kapica w swojej notatce ze spotkania nic o tym nie wspomina) poprosił Kapicę o "przygotowanie projektu nowych założeń do ustawy". Jest to o tyle dziwne, że według kalendarium przedstawionego wczoraj przez Boniego, Kapica na polecenie Tuska już od blisko miesiąca pisał nowe założenia do ustawy.
Spotkał się Premier z jakimiś podległymi sobie urzędasami. Nikt nie pisze, gdzie odbyło się to spotkanie, ale domyślać się można, że w gabinecie Premiera. I oto, po takim spotkaniu, jakiś tam urzędas pisze notatkę, w której opisuje co powiedział Premier, czyli jego przełożony i jakie myśli w związku z tym przyszły temu piszącemu urzędasowi do głowy.
Jakiś tam urzędas, a nie specjalni pracownicy Kancelarii Premiera!!!???
KONIEC SWIATA!!!
To nie jest kraj. Daliśmy przekształcić Ojczyznę w folwark, a sami pełnimy w nim rolę chłopów pańszczyźnianych.
Inne tematy w dziale Polityka