Dużo sobie obiecuję po blogerach salonu 24 i mam nadzieję, że się nie zawiodę. - napisał na swoim blogu gw1990
Jak nie odpowiedzieć na taki apel.
Był rok 1990. Gdzieś tak pod koniec kwietnia waldemar.m jechał sobie do Niemiec Zachodnich na rozmowy biznesowe. Na granicy z DDR w Słubicach obsłużono go szybko, ale gdy już ją przekroczył, to nie mógł wyjść ze zdumienia. Kilka kilometrów jechał sobie sam jeden na zachód i obserwował kilometrową kolejkę ciężarówek stojących w kolejce na wschód.
Gdy po trzech dniach wracał na tą granicę w kierunku na wschód - kolejka fur wynosiła już ok. 70 km.
Ustawiłem się na końcu, wyszedłem i zacząłem pokrywać matem Ziemię i Niebo, wszystko pełzające, chodzące i latające. Podszedł do mnie jeden z kierowców TIR-a i uniemożliwił mi obrzeceniem matem rybek, czyli wszystkiego co pływające.
Pan jedzie do Polski? - zapytał. Tak.
To proszę nie stać w kolejce tylko jechać.
Zdumienie moje nie miało granic, ale ... szybko wskoczyłem do samochodu i jadąc po lewej stronie TIR-ów pomknąłem do przodu.
Kilkaset metrów od granicy zrozumiałem w czym problem. Kolejka TIR-ów stała przed granicą i żadna fura nie wjeżdżała na obsługę celną.
Tak się złożyło, że trafiłem na tą samą zmianę, który wypuszczała mnie z Polski, więc zapytałem co się dzieje.
Strajk? Ależ nie! - wykrzyknął "mój" celnik. Biznes.
Rozdziawiłem gębę ze ździwienia. To ja zajmowałem się biznesem! To mnie żal było każdej minuty na granicy, gdyż .... czas to pieniądz, a tutaj jakimś "genialnym" firmaczom opłaca się trzymać TIR-y na granicy.
Patrzę pytająco błagalnym wzrokiem na "mojego celnika", a ten postawią mi pieczęcie na dokumentach towarowych i szepnął: my niby nie wiemy co oni tam robią, ale ja wiem, że oni stoją z elektroniką. Zmiana stawek. Sprawdź sobie sam.
Z granicy na najwyższych prędkościach do domu. Wpadłem do mieszkania jak burza. Cześć, już jestem, NIE PRZESZKADZAC!
Dzwonię do Zbyszka z W-wy. Opowiadam co się zdarzyło i pytam, czy nie wie "O co chodzi". Na gorąco nie wiedzał, ale nie zapraszał mnie na cmentarz (nekrofilia wtedy jeszcze nie była modna), lecz powiedział, że porozmawia z kolegami. Koledzy – oznaczało z "naszymi" ministrami (ludzie naznaczeni po naszych rekomendacjach).
Wieczorem oddzwonił i rzucił w słuchawkę: nie mogę tego powiedzieć przez telefon. Jutro rano o 8:00 na Chmielnej.
Przyjechałem. W biurze czekał już Zbyszek i jeden z wiceministrów. Sekretarka aż zamachała rękoma: Jak to się Panu udało, Panie Waldemarze. Szef jeszcze nigdy nie przychodził do biura tak rano. Zrobiłem skromną minę, zapytałem wzrokiem, kto u Szefa i poprosiłem kawę.
Wszedłem, przywitaliśmy się. Kawę sobie zamówiłeś?- zapytał gospodarz, czyli upominany już wyżej Zbyszek.
Tak.
Czytaj dokument – powiedział i wskazał na ministra, który bez słowa wyjął z dyplomatki papkę i podał mi ją ze słowami – Podkreśliłem odpowiednie fragmenty.
Dokumenty były dwa:
1. Dokument zatwierdzony przez odpowiedni organ
2. Dokument wydrukowany, czyli opublikowany.
Szczęka mi opadła i długo nie mogłem wypowiedzieć słowa. Na granicy stały TIR-y tych facetów, którzy mieli informację o tym, jaki dokument dodarł do urzędów celnych. To był oczywiście dokument opublikowany, a w nim ...
Jedna genialna fraza:
Stare stawki celne na wwożoną elektronikę obowiązują do 27 kwietnia, br., a nowe stawki celne obowiązują od 1 maja br.
4 dni podatkowych wakacji!!!
To były dni, gdy Polsce ludzie kładli się spać dobrze poinformowani, a budzili milionerami.
Ten i podobne numery przekręcono z alkoholami.
To były rzeczywiste afery.
To co nazywają aferą hazardową jest tylko i wyłącznie niedoróbką systemową, a to co tak szeroko dyskutuje się jako aferę stoczniową, jest zwykłym przestępstwem połączonym ze skandaliczynm wywiązywaniem się ze swoich obowiązków.
O tym w następnych odcinkach.
Inne tematy w dziale Polityka