waldemar.m waldemar.m
146
BLOG

Człowiek honoru, czy wiarygodne źródło?

waldemar.m waldemar.m Polityka Obserwuj notkę 0

Między Krzysztofem Leskim, autorem notki o wydarzeniach, które miały miejsce w Sejmie I RTW (słownie: Pierwszej Rzeczpospolitej Tajnych Współpracowników), zakończonych na wniosek Prezydenta Wałęsy "Nocną Zmianą", a komentatorem "petrosjan", odbyła się wymiana poglądów, w której rolę Wałęsy, zarezerwował dla siebie KL, ale tacy jak ja, którzy nie byli Goebellsami, ale których pamięć nie zawodzi do dzisiejszego dnia, mogą do tej historii dopisać swoją lentę. Co tam mogą! Mają obowiązek, więc niniejszym to czynię.

 
Nawet gdybym nie chciał, to bym musiał (w oryginale: "Nie chcem, ale muszem"), gdyż mój ulubiony publicysta zastosował chwyt poniżej pasa i zamiast pytać "Komu bije dzwon", zadał dwa pytania, za jedno z których zabierał bym dziennikarski dyplom (a on go wogóle ma?):
 
Kiszczakj źródłem pewnym, wiarygodnym, rzetelny? Człowiek honoru?
 
 
"petrosjan" okazał się dobrym pokerzystą. Nie tylko sprawdził Leskiego, nie zniżając się do manipulacji talią (czytaj: faktami), ale przebił maksymalnie stawkę, czym spowodował, że właściwie każdy z nas powinien się czuć godnie i bezpiecznie, siadając do tej gry:
 
2. Gen. Kiszczak nie jest autorytetem moralnym, ale normalnym źródłem historycznym, którego nie można pominąć przy badaniu historii PRL-u. Nie ma w tym nic dziwnego ani niedorzecznego, jeżeli to co mówi Kiszczak zestawia się i porównuje z innymi źródłami historycznymi.
Pamiętniki Josepha Goebbelsa także są ważnym źródłem na temat historii III Rzeszy i nic nie ma do rzeczy to, że ich autor był zbrodniarzem
 
 
Jak sprawdzić, czy Gen. Kiszczak choćby przybliżył się do prawdy, mówiąc o tym, że przychodzili do niego w sprawie teczek, a on je im wydawał, żeby mogli je zniszczyć?
 
Bardzo dobrym sposobem jest poszukiwanie analogicznych faktów, o których Gen. Kiszczak nie mógł wiedzieć, a więc nie mógł wpływać na to, żeby one zaistniały.
 
Krótkie wspomnienie z mojego życia:
 
Jest rok 1979. Publicznie, w obecności conajmniej 30 osób zakładam się z Sekretarzem POP, że wstąpię do PZPR, a w dniu, w którym będą mnie do Partii przyjmować, jego zdejmą z funkcji Sekretarza POP.
 
Po takim zakładzie musiałem odbębnić pełny okres kandydacki (1 rok) i dodatkowy rok na wniosek Sekretarza. Kiedy jednak minęło dwa lata, zmusiłemKomitet Zakładowy do przeprowadzenia odpowiedniego zebrania, przyjęcia mnie do Partii, z uprzednim odwołaniem Sekretarza POP.
 
Sprawa była na tyle kuriozalna, że ogłaszali o tym przez radiowęzeł zakładowy z taką intensywnością, jak o locie Gagarina w Kosmos.
 
Było to trzy dni przed rejestracją "Solidarności"!!!
 
Na tym moja "działalność" w PZPR zakończyła się.
 
Przyszedł 1989 r. Ok. godz. 11:00 zadzwonił telefon.
 
Znany mi człowiek (a dzisiaj znany większości aktywnych Polaków) przemówił do mnie takim tekstem, że na jakiś czas zaniemówiłem:
 
Waldemar, wiesz jaka jest sytuacja. Porządkuję właśnie dokumenty w Komitecie Wojewódzkim i trafiłem na twoją teczkę (nawet nie wiedziałem, że mam takową). W niej właściwie nic nie ma, ale jest legitymacja partyjna, której tobie nigdy nie wręczyli. Przyjedziesz po tą teczkę, czy mam ją zlikwidować?
 
Gdy doszło do mnie, o czym on mówi śmiałem się jak głupi, ale gdy się w końcu uspokoiłem, moja decyzja była jednoznaczna:
 
Nawet się nie waż likwidować tą teczkę!!! Ona już należy do historii Polski i jako taka ma trafić do Archiwum Państwowego. Nigdy tej teczki i tej legitymacji nie widziałem, ale mam nadzieję, że jeśli ktoś zechce sprawdzić autentyczność tych wspomnień, to znajdzie moją teczkę w tym archiwum.
 
Wniosek: Jest nie tylko prawdopodobne, ale wręcz pewne, że ci, którzy wiedzieli, iż w odpowiednich instytucjach mogą być na nich papiery (teczki), sami zwracali się do Gen. Kiszczaka z prośbą o ich wydanie, w celu ... likwidacji, a nie przekazania ich do odpowiedniego archiwum.
 
 
 
 
waldemar.m
O mnie waldemar.m

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka