Doniesienia agencyjne ostatnich 3-4 lat nie pozostawiają złudzeń. Każdy kraj, który liczy się w sferze energetyki atomowej, lub który chce w przyszłości zająć godne miejsce w tym eksluzywnym "klubie", pracuje nad projektem reaktora atomowego małej mocy 300-400 MW.
Z jednym z takich projektów, opracowywanych w RPA, Polska zetknęła się bezpośrednio, dzięki temu, że swoje interesy robi w Polsce amerykański przedsiębiorca D. Crowley.
Nie wpływa to jednak żadnym czynem na tych, którym Polska (a raczej ci, którym wydaje się, że Polska to oni – czyli ekipa sprawująca aktualnie władzę wykonawczą i jej doradcy) na początku 2009 r. powierzyła zadanie rozwoju energetyki jądrowej w Polsce, tj. na PGE i rządową "nadbudowę" nad tą Grupą.
Plany PGE zakładają budowę dwóch elektrowni jądrowych o mocy około 3000 MW każda i to koresponduje z analizą sporządzoną wspólnie przez przewodniczącego Komitetu Problemów Energetyki PAN prof. Jacka Mareckiego oraz prof. Mirosława Dudę z Agencji Rynku Energii.
Z analizy naukowców wynika, że przygotowanie całego przedsięwzięcia zajmie ok. 5 lat, a budowa ok. 8 lat. "Termin 2021 jest realny, ale decyzja o budowie powinna zapaść najpóźniej za dwa lata".
Zgodnie z prognozą obu naukowców,sporządzoną w 2006 r., do roku 2030 w naszym kraju powinny powstać trzy elektrownie jądrowe - z reaktorami wodno-ciśnieniowymi o mocy 1500 MW. Koszt tego przedsięwzięcia oceniają na ok. 10 mld dolarów.
Dzisiejsze plany PGE potwierdzają, że pierwszy blok ma zostać uruchomiony w roku 2020, ale koszt dwóch elektrownii wyceniają już na 9 mld EUR.
Elektrownie mają być tak zbudowane, żeby wytrzymać ataki terrorystyczne i upadek nawet największego samolotu na blok. Niewątpliwie świadczy to o trosce decydentów i zdolności do przewidywania potencjalnych zagrożeń, ale przecież Polacy mają już fantastycznie bogaty bagaż negatywnych doświadczeń związanych z działaniami ekip rządowych w sferze dywersyfikacji dostaw surowców energetycznych i bezpieczeństwa energetycznego.
Ktoś powie, że nie ma co kręcić nosem, przecież Polska nie ma własnego doświadczenia związanego z budową i eksploatacją EA, ale jeżeli będzie współpracować z takimi firmami jak EdF, z którą PGE już zdążyła podpisać memorandum o wpółpracy, to partner wniesie do tej współpracy odpowiednii zasób wiedzy.
Sięgamy do pamięci i ... widzimy tam jeden piękny dzień, kiedy jacht, płynący jedną z niemieckich rzek, zawadził wysokowoltową linię przesyłania energii elektrycznej i spowodował awarię energetyczną na skalę ogólnoeuropejską. Nie pomogło EdF z jej dziesiątkami reaktorów atomowych!
Planujemy jeszcze w lutym br. podpisanie porozumień z partnerami posiadającymi doświadczenie w budowie i eksploatacji reaktorów jądrowych - powiedział wnp.pl Tomasz Zadroga, prezes PGE Polskiej Grupy Energetycznej, a wnp poinformował o tym swoich czytelników 22 lutego. Jeśli to prawda, to ci partnerzy już są w drodze do Polski.
Luty, to krótki miesiąc i do jego końca pozostało już tylko 7 dni, a więc nie tak trudno domyśleć się, że lista "partnerów" będzie dosyć krótka, a biorąc pod uwagę tą okoliczność, że stosunki Polsko-Rosyjskie są raczej naprężone, to bez dużego ryzyka mogę napisać, że PGE napewno nie zaprosiło do siebie na podpisanie odpowiedniej umowy żadnej firmy z Federacji Rosyjskiej.
Jaki wybrać reaktor? Jednym z najważniejszych kryteriów jest doświadczenie z eksploatacji reaktora określonego typu, czyli reaktorogodziny bezpiecznej eksploatacji wszystkich reaktorów danego typu.
Wydaje mi się, że to właśnie kryterium było osnową dla podjęcia decyzji o podpisaniu memorandum z EdF. Zajrzyjmy więc do tego memorandum, żeby nie wyszło tak, jak z serią umów dotyczących budowy i eksploatacji rurociągu do transportu gazu ze złoża jamalskiego do Europy.
Celem umowy (memorandum) jest zbadanie wykonalności budowy pierwszego bloku reaktora EPR w Polsce do 2020 roku oraz możliwości partnerstwa przemysłowego przy budowie pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce.
Co wiemy o reaktorach EPR? Elektrownia jądrowa Olkiluoto w Finlandii będzie pierwszym obiektem wyposażonym w reaktor EPR (rozpocznie działanie prawdopodobnie w 2012 roku). Koszt inwestycji wyniesie około 3 miliardy euro. Moc reaktora to: 1600 MW.
Kolejne reaktory EPR mają powstać we Francji w Flamanville do roku 2012 i w Penly do roku 2017.
A więc widzimy, że nic się nie zmieniło. Jak nas oszukiwali, tak nas oszukują. Rozmawiamy z Francuzami, gdyż oni mają bardzo bogate doświadczenie z eksploatacji reaktorów, ale bierzemy do uwagi, że być może będziemy budować reaktor, którego jeszcze nikt w Europie nie eksploatuje.
Kolejne kryterium, jakim niby mamy się kierować, ma być zgoda partnera na to, żeby jak najwięcej elementów przyszłej elektrowni atomowej było wykonane przez polskie firmy. Z tego co wiem, Francuzi mają w Polsce swoje cementownie, więc dlaczego nie mieliby zlecić wykonania prac betonowych "polskim" firmom.
Wszystkie te kryteria brałem pod uwagę, gdy w 2005 r. przekazałem na ręce kandydata na urząd Prezydenta RP, D. Tuska opracowanie strategii pod nazwą "Wóz zwany Polska", a potem na ręce wybranego Prezydenta RP, L. Kaczyńskiego swój projekt "Strategia Europejskiego Energetycznego Partnerstwa", który przewidywał zmniejszenie naszej zależności od rosyjskiego gazu, przez wyeliminowanie tego surowca z energetyki.
Czas więc zdradzić cierpliwym czytelnikom mojego serialu o Polskiej Energetyce Atomowej, o jakim rozwiązaniu informowałem najwyższe władze państwowe. Ponieważ jednak serial ten "ciągnę" już kilka miesięcy, więc wypadałoby zebrać w jedno miejsce te parametry, o których pisałem, że są one atutami proponowanego rozwiązania:
1. Elektrownia atomowa ma być tak bezpieczna, żeby można było pierwszą wybudować pod Placem Degoulla w Warszawie.
2. Dzięki zastosowaniu bloków o mocy 300 MW, składających się z 4 reaktorów o mocy 75 MW, Polska jako pierwszy kraj na świecie mogła rozwijać powiatową energetykę atomową.
3. Elektrownia ma być umieszczona pod ziemią, a konstrukcja bloków ma być taka, żeby drążenie tuneli dla elektrowni odbywało się znaną i doskonale opanowaną technologią drążenia tuneli i komór dla metra.
4. Załadunek paliwa raz na 40 lat.
5. Pierwsze pięć elektrowni z paliwem tradycyjnym uranowo-plutonowym, ale wszystkie następne mają być reaktorami uranowo-torowymi.
6. Koszt budowy jednej elektrowni ma być taki, żeby samorząd lokalny sam sfinasował takie zadanie.
7. Pierwsze elektrownie atomowe mają być zbudowane wzdłuż rurociągu Jamal I, a energia w nich produkowana ma zasilić kompresory podwyższania ciśnienia w tym rurociągu.
8. Reaktor wybrany dla realizacji PEA musi mieć kilkadziesiąt tysięcy godzin bezpiecznej eksploatacji w warunkach technicznych.
9. Dzięki wybraniu tego wariantu rozwoju PEA, Polska powinna zaoszczędzić conajmniej 10-20% na inwestycji, a koszty te można będzie przeznaczyć na wdrożenie rzeczywistych projektów innowacyjnych w różnych sferach polskiej gospodarki.
Gdzie znaleźć taki reaktor? Na rosyjskich łodziach podwodnych!!!
Rozwój energetyki atomowej w ZSRR odbywał się na dwóch drogach:
- cywilna - ta którą znamy i która nie cieszy się w Polsce zaufaniem;
- wojskowa - ta, dzięki której Rosja posiada doskonałe reaktory dla napędu lodołamaczy i okrętów podwodnych.
Jestem po rozmowach z odpowiednimi instytucjami, które wyraziły zainteresowanie współpracą z Polską w tej sferze. Dzieło za małym – podjęcie bardzo prostej decyzji i ... do dzieła!
Inne tematy w dziale Polityka