waldemar.m waldemar.m
113
BLOG

Czy to napewno wszystkie ofiary?

waldemar.m waldemar.m Polityka Obserwuj notkę 15

 

Jeden z komentatorów tragicznej katastrofy w Smoleńsku zaprezentował detalną znajomość procedur przy organizacji lotów polskich oficjalnych delegacji podczas zagranicznych delegacji, cytuję:

 

Listę członków delegacji wojskowych ustala minister ON i ją podpisuje. Listę cywilnych uczestników ustala kancelaria prezydenta, podpisuje prezydent.

 

Tak się składa, że nomen-omen w kwietniu 1991 r. leciałem tym samolotem z Prezydentem Wałęsą do Brukseli. Była to pierwsza wizyta przywódcy kraju, byłego "demoludu" w NATO.

 

Wylatywaliśmy rano, więc nocowałem w Hotelu w Warszawie. Przyjechał po mnie znajomy (BMW 750i) i zabrał mnie na Okęcie. Razem było nas 4 osoby w tym samochodzie.

 

Podjechaliśmy do bocznej bramy (bocznej, gdyż znajdowała się ona z prawej strony Głównego Terminalu Okęcie, w pewnej odległości od tego terminalu), gdzie zatrzymał nas wojskowy, rzucił okiem na dokument, który wysunął mu znajomy przez okienko i dał sygnał, żeby otworzyli bramę.

 

Pokazał ruchem ręki gdzie postawić samochód (lecieliśmy na 3 dni więc było zrozumiałe, że ten samochód będzie tam zaparkowany przez ten czas) i zaprosił nas do małego budynku na kawę. Poinformował, że musimy poczekać, gdyż pierwszy na pokład samolotu wejdzie Prezydent i towarzyszące mu osoby (oficjalna państwowa delegacja), a dopiero potem, tylnym wejściem – wszyscy inni.

 

Cały czas kręcili się koło nas wojskowi i celnicy, ale nikt nie pytał nas o nic. W pewien moment poinformowano nas, że możemy iść do samolotu, gdyż Prezydent Wałęsa już wsiada na jego pokład.

 

Jeszcze raz sprawdziłem, czy paszport mam na swoim miejscu i czy nie będę miał problemów z jego płynnym wyjęciem i pokazaniem komu potrzeba, po czym ruszyliśmy w drogę ... do samolotu. On stał bardzo blisko i grzał silniki. Zdążyłem zobaczyć jak do samolotu wsiada Wałęsa. Najbardziej charakterystyczni w oficjalnej delegacji byli bracia Kaczyńscy, więc ich też z łatwością rozpoznałem.

 

Prezydent, jego małżonka Danuta i członkowie oficjalnej delegacji wsiedli przednimi drzwiami (jak do biznes klasu), a reszta wsiadała tylnymi (jak w ekonom klas). W drzwiach stali oficerowie BOR.

 

NIKT NIE SPRAWDZAŁ ZADNYCH DOKUMENTOW!!! Nikt nie porównywał naszych dokumentśw z żadnymi listami pasażerów.

Po przylocie do Brukseli cały samolot rozmieszczono w samochodach prezydenckiej kolumny i ... wyjechaliśmy z lotniska do Brukseli.

 

Byłem tam trzy dni, wróciłem do kraju, wsiedliśmy do BMW i ... pojechaliśmy do Warszawy.

 

Oczywiście, moja żona wiedziała, że jestem w Brukseli, ale moi sąsiedzi, jak mnie zobaczyli to przywitali mnie takimi słowami: Ojej! Ty na miejscu! A my Ciebie widzieliśmy w  telewizji, w wiadomościach z wizyty Wałęsy w Brukseli.

 

Przemilczałem. Tyle podobnych do siebie ludzi chodzi po świecie.

 

Tylko gazeta "Nie" zauważyła coś dziwnego, pisząc w jednej z notek tak: "Co to za facet stał obok Premiera Belgii i zasłaniał Prezydenta Wałęsę?" (ale to inna historia).

 

Od soboty rano podawano bardzo sprzeczne informacje o ilości ofiar katastrofy – od 86 do 133 osób. Ostatecznie wczoraj stanęło na 96-ciu ofiarach.

 

Czy to napewno wszystkie ofiary tej katastrofy?

 

Czy Prezydent napewno widział listę zawierającą nazwiska wszystkich cywilnych pasażerów tego lotu?

waldemar.m
O mnie waldemar.m

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (15)

Inne tematy w dziale Polityka