Jeden z komentatorów tragicznej katastrofy w Smoleńsku zaprezentował detalną znajomość procedur przy organizacji lotów polskich oficjalnych delegacji podczas zagranicznych delegacji, cytuję:
Listę członków delegacji wojskowych ustala minister ON i ją podpisuje. Listę cywilnych uczestników ustala kancelaria prezydenta, podpisuje prezydent.
Tak się składa, że nomen-omen w kwietniu 1991 r. leciałem tym samolotem z Prezydentem Wałęsą do Brukseli. Była to pierwsza wizyta przywódcy kraju, byłego "demoludu" w NATO.
Wylatywaliśmy rano, więc nocowałem w Hotelu w Warszawie. Przyjechał po mnie znajomy (BMW 750i) i zabrał mnie na Okęcie. Razem było nas 4 osoby w tym samochodzie.
Podjechaliśmy do bocznej bramy (bocznej, gdyż znajdowała się ona z prawej strony Głównego Terminalu Okęcie, w pewnej odległości od tego terminalu), gdzie zatrzymał nas wojskowy, rzucił okiem na dokument, który wysunął mu znajomy przez okienko i dał sygnał, żeby otworzyli bramę.
Pokazał ruchem ręki gdzie postawić samochód (lecieliśmy na 3 dni więc było zrozumiałe, że ten samochód będzie tam zaparkowany przez ten czas) i zaprosił nas do małego budynku na kawę. Poinformował, że musimy poczekać, gdyż pierwszy na pokład samolotu wejdzie Prezydent i towarzyszące mu osoby (oficjalna państwowa delegacja), a dopiero potem, tylnym wejściem – wszyscy inni.
Cały czas kręcili się koło nas wojskowi i celnicy, ale nikt nie pytał nas o nic. W pewien moment poinformowano nas, że możemy iść do samolotu, gdyż Prezydent Wałęsa już wsiada na jego pokład.
Jeszcze raz sprawdziłem, czy paszport mam na swoim miejscu i czy nie będę miał problemów z jego płynnym wyjęciem i pokazaniem komu potrzeba, po czym ruszyliśmy w drogę ... do samolotu. On stał bardzo blisko i grzał silniki. Zdążyłem zobaczyć jak do samolotu wsiada Wałęsa. Najbardziej charakterystyczni w oficjalnej delegacji byli bracia Kaczyńscy, więc ich też z łatwością rozpoznałem.
Prezydent, jego małżonka Danuta i członkowie oficjalnej delegacji wsiedli przednimi drzwiami (jak do biznes klasu), a reszta wsiadała tylnymi (jak w ekonom klas). W drzwiach stali oficerowie BOR.
NIKT NIE SPRAWDZAŁ ZADNYCH DOKUMENTOW!!! Nikt nie porównywał naszych dokumentśw z żadnymi listami pasażerów.
Po przylocie do Brukseli cały samolot rozmieszczono w samochodach prezydenckiej kolumny i ... wyjechaliśmy z lotniska do Brukseli.
Byłem tam trzy dni, wróciłem do kraju, wsiedliśmy do BMW i ... pojechaliśmy do Warszawy.
Oczywiście, moja żona wiedziała, że jestem w Brukseli, ale moi sąsiedzi, jak mnie zobaczyli to przywitali mnie takimi słowami: Ojej! Ty na miejscu! A my Ciebie widzieliśmy w telewizji, w wiadomościach z wizyty Wałęsy w Brukseli.
Przemilczałem. Tyle podobnych do siebie ludzi chodzi po świecie.
Tylko gazeta "Nie" zauważyła coś dziwnego, pisząc w jednej z notek tak: "Co to za facet stał obok Premiera Belgii i zasłaniał Prezydenta Wałęsę?" (ale to inna historia).
Od soboty rano podawano bardzo sprzeczne informacje o ilości ofiar katastrofy – od 86 do 133 osób. Ostatecznie wczoraj stanęło na 96-ciu ofiarach.
Czy to napewno wszystkie ofiary tej katastrofy?
Czy Prezydent napewno widział listę zawierającą nazwiska wszystkich cywilnych pasażerów tego lotu?
Inne tematy w dziale Polityka