Władze "Polski" maja zakres autonomii mniejszy, niż miał je "Prywislański Kraj" pod Carem. Wynosi on 20%. Tyle właśnie przepisów i regulacji powstaje oryginalnie w Polsce, 80% prawa powstaje w Brukseli, a przez miejscowy "rząd"(czy to już nie jest przypadkiem "nie-rząd"?;) jest jedynie tłumaczone na "miejscowe" przepisy. Dodać do tego należy, że te 80% to największy ciężar gatunkowy. To np. przepisy zabraniające obniżyć podatek VAT czy zlikwidować horrendalną akcyzę na benzynę(ile teraz wynosi, 70%? Za Cara podatek na węgiel był symboliczny!). Przede wszystkim, przepisy UE narzucają cały eklektyzm biurokracji bizantyjsko-socjalistycznej, a w świecie fasadowej wolności słowa, od dawna nie mającej miejsca w oficjalnym obiegu informacji - "mniejszościowy neobolszewizm i neotrockizm". Mówienie o "wolnej i demokratycznej Polsce" jest swego rodzaju debilizmem. Nie jest ona wolna, skoro prawa do których muszą się stosować się jej mieszkańcy powstaje poza granicami kraju. Nie jest też oczywiście krajem demokratycznym(z tego powodu akurat nie płaczę, "kupa zawsze głupia"), bowiem głosować można, ale co z tego, skoro nie wybiera się swoich przedstawicieli(do parlamentu nie idą wybrani przez wyborców posłowie, chyba że przypadkiem), o najważniejszych sprawach nie decyduje się w referendum(euro, przywileje dla grup nacisku, od "wesołków i feministek" po górniczych "strajkujących", tworzenie profesji kastowych), a żadna z partii nie realizuje obietnic wyborczych, mimo to nie traci ani władzy, ani gigantycznych środków na marketing z kasy państwa. Mówienie o demokracji w Polsce świadczy conajwyżej o chorobie psychicznej mówiącego. 80% mieszkańców jest przecież za karą śmierci dla morderców, mimo to jest nielegalnie(!) zniesiona.
36
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze