W „Rzeczpospolitej“ ukazał się tekst Piotra Semki pt. „Długi cień III RP“ (21.02.08). Tekst jest druzgoczącą krytyką rządu Tuska, który zdaniem autora cechuje „cyniczny konformizm“. Jak ktoś nie czytał, a zna inne teksty tego autora, to łatwo może sobie wyobrazić zawartość publikacji. PiS był ok, za Tuska katastrofa i moralny upadek. Naszą uwagę zwrócił pewien fragment:
„Przypomnijmy sobie specjalny tryb zaproszenia na przesłuchanie biznesmena Ryszarda Krauzego. Czy minister Ćwiąkalski nie dał w ten sposób sygnału prokuratorom, że wielkich oligarchów trzeba traktować z respektem? Co mówi anulowanie kary dla spółki J&S? Ilu wielkich biznesmenów nie zapamięta tego przypadku? Ilu PR-owców z ich firm zastanowi się, czy aby nie warto znowu zakręcić się wokół sfer rządowych, by tam poszukać życzliwości dla swoich szefów?“
Nie chodzi nam o to, że autor stawia pytania z tezą, głuchy na jakiekolwiek wyjaśnienia. Przyzwyczailiśmy się do takich „wyjaśniaczy“, których nie interesują nigdy racje drugiej strony. Nie chodzi nam też o to abyśmy zaraz poczuli się wywołani do tablicy bo Krauze, bo J&S (też nas to już trochę nudzi tak wkoło pisać o jednej firmie) i jacyś anonimowi PR-owcy. Nasze przewrażliwienie nie dotyczy też „szefów“, bo po to prowadzimy własną firmę aby być zupełnie wolnym od szefów.
Chodzi nam o zwrot „zakręcić się wokół sfer rządowych“ aby coś uzyskać.
Otóż Piotr Semka myli się bardzo. Od kilku lat, dzięki zmasowanemu szczuciu niektórych polityków i mediów, polski biznes nie ma żadnego dostępu do sfer rządowych (piszemy polski bo wiemy, że z Murdochem czy innym Axelem Springerem to co innego). Nikomu, nawet w resortach gospodarczych, do głowy by nie przyszło, że można się spotkać z przedstawicielami biznesu, a co dopiero z piarowcami. Wykreowano taką atmosferę, że samo spotkanie, o przedstawieniu swoich racji nie wspominając, to już jawne podejrzenie o korupcję. Uważamy, że szkoda, bo nic złego ze spotkania się i przedstawienia swoich racji wynikać nie może a wiele spraw ważnych dla kraju wymaga poznania wiedzy kogoś więcej niż gazetowych publicystów.
No właśnie, co innego dziennikarze. Dziennikarze, w przeciwieństwie do biznesmenów i piarowców, nie tylko mogą ale muszą spotykać się z politykami. Jest to im niezbędnie potrzebne do wykonywania służebnego wobec społeczeństwa zawodu. Nikomu do głowy by nie przyszło robić zarzutu, że dziennikarz jak „się kręci“ wokół sfer rządowych to dla jakiś korzyści!
Tak sobie myślimy jednak, że może warto zapytać „ilu dziennikarzy zastanowi się, czy aby nie warto znowu zakręcić się wokół sfer rządowych“. Jak pokazują nasze obserwacje niektórych dziennikarzy to z takiego „kręcenia się“ można było całkiem nieźle żyć np. trafić w połowie lat 90 do publicznej telewizji i to nawet „na szkło“, pracować w katolickim radio i za pieniądze znienawidzonego oligarchy prowadzić audycje a nawet jeździć po świecie, popracować w telewizji w familijnym gronie za pieniądze spółek skarbu państwa uzyskane przez kolegów kręcących się wokół sfer rządowych, redagować program w „odpolitycznionej“ przez kolegów telewizji publicznej, pisać co się chce w „Rzeczpospolitej“ zawłaszczonej przez grono „kręcących się blisko sfer rządowych“. Niektórym dziennikarzom udała się nawet ta trudna sztuka zaliczenia wszystkich wymienionych przykładów dzięki wyjątkowo skutecznemu „kręceniu się“!
Oczywiście pewni dziennikarze, w przeciwieństwie do niecnych biznesmenów i piarowców, uprawiają takie „kręcenie się“ dla Polski, bo przecież nie pro domo sua.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)