Marcin K. Marcin K.
34
BLOG

Dochodząc do celu

Marcin K. Marcin K. Kultura Obserwuj notkę 1

Kiedy stajemy u celu jakieś podróży pierwszymi słowami jakie cisną się nam na usta są zazwyczaj okrzyki radości. Dzieje się tak szczególnie w chwilach gdy cała droga okupiona była trudem i wyrzeczeniami. Im większy trud i wysiłek tym większa radość na końcu.

Co za wyczyn dojechać gdzieś klimatyzowanym autokarem, sunącym po równej asfaltowej nawierzchni? Czy ktoś płacze z radości, że udało się dojechać do celu? Nie. To żadna sztuka. Nie podejmujemy żadnego wyrzeczenia, żadnego wyzwania. Wsiadamy, zajmujemy wygodne miejsce i w drogę. Po kilku godzinach jesteśmy na miejscu. Jedyną niedogodnością jaką możemy odczuwać na końcu jest drętwienie spowodowane zbyt długim siedzeniem. Tyle nic ponadto.

Ktoś powie, po to wymyślono środki komunikacji, aby nie tracić czasu. Aby szybko i sprawnie przemieszczać się z punktu A do B i w drugą stronę. Niby i tak, ale i ile tracimy po drodze? Ilu ludzi nie poznajemy? Ile miejsc mijamy nawet nie wiedząc o ich istnieniu, bo akurat zdarzyło się nam zasnąć? Ile rzeczy przelatuje nam przed oczami, a my ich nie widzimy, bo zbyt szybko pędzimy?

Można to potraktować jako metaforę życia. Można je przebyć drogą prostą, równą. Z góry wiadomo dokąd nas prowadzi i czego się po niej spodziewać. Można i inaczej. Po takiej drodze z wiersza ks Twardowskiego. Z dziurami po kolana, grząską i niepewną, na której wciąż się pytamy dokąd nas zaprowadzi.  Kiedy będziemy mieć większą satysfakcję z podróży, z osiągnięcia celu?

Metafora życia, ale i piękno oraz sens pielgrzymowania. Raz w roku wyruszam w drogę, którą normalnie można przebyć w niecałe pięć godzin. Albo i jeszcze krócej. Na pieszo zajmuje to dni dziewięć. Choć przebywałem ją wiele razy, za każdym razem jest inaczej. Jeszcze przed rokiem zastanawiałem się czy nie popadam w rutynę. Na pamięć znam każdy postój, zakręt a nawet co bardziej charakterystyczną roślinność. Tym razem jednak doświadczyłem czegoś pięknego, że ta droga jest moja. A i że ja należę po części do tej drogi i wszystkiego co Mnie na niej spotyka.

 Ale droga to nie wszystko. Droga to tylko można powiedzieć podstawa. Istotą są ludzie, których na tej drodze się spotyka. W tym roku po raz pierwszy dane było mi zobaczyć ich i poznać przed samą pielgrzymką. Co mnie uderzyło i trochę zszokowało? Wielu ludzi żyje tym, że raz w roku odwiedza ich pielgrzymka. To co zazwyczaj oglądałem od frontu jako udostępnienie jakieś remizy, czy też przygotowanie posiłku, tym razem zobaczyłem od kuchni. To było piękne przeżycie…

I te wszystkie przeżycia są ukoronowane dojściem do celu. Kiedy staje się na szczycie, z którego widać dziewięć dni w czasie których się niedosypiało, niedojadało, walczyło z bólem i z własnym „już nie dam rady”. Czy może być większa radość od tej kiedy pokonało się te wszystkie niedogodności, kiedy się pomyśli, że jest tylu wspaniałych ludzi, którzy po drodze wyciągali pomocną dłoń?

Czy to nie lepsze niż wysiąść z klimatyzowanego autokaru?

Marcin K.
O mnie Marcin K.

...dziś stało się wczoraj a jutro staje się dziś...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura