Czy życie Kongijczyka jest mniej warte niż życie Ukraińca? Dlaczego Unia Europejska nakłada sankcje na jednych, a z innymi podpisuje kontrakty na strategiczne surowce? Czy Bruksela pomaga Afryce, czy raczej próbuje ją wychowywać według własnych wzorców?
O podwójnych standardach Zachodu, upadku francuskich wpływów w Afryce, polityce Emmanuela Macrona oraz rosnącej roli Chin, Rosji i Turcji rozmawiam z eurodeputowanym Thierrym Marianim.
- Od lat oskarża Pan Unię Europejską i Francję o przymykanie oczu na działania Rwandy we wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga. Raporty ONZ wskazują na zaangażowanie Kigali w destabilizację regionu, tymczasem Bruksela podpisuje z Rwandą strategiczne umowy dotyczące surowców. Dlaczego?
Thierry Mariani: To klasyczny przykład europejskiej hipokryzji. Bruksela nieustannie poucza świat w kwestiach praw człowieka i prawa międzynarodowego. Problem zaczyna się wtedy, gdy te same zasady należałoby zastosować wobec własnych interesów. Dowody na zaangażowanie Rwandy są znane od lat. Potwierdzają je również raporty ONZ. Mimo to zamiast sankcji mamy kolejne umowy gospodarcze. Interesy handlowe okazały się ważniejsze od ochrony ludności cywilnej. Proszę porównać to z reakcją na wojnę w Ukrainie. Tam sankcje, miliardy euro pomocy i dostawy broni uruchomiono niemal natychmiast. W przypadku Konga mamy ciszę i kontrakty handlowe. To nie jest kwestia zasad. To kwestia geopolitycznej wygody. A skoro tak, to Komisja Europejska powinna przestać udawać moralny autorytet. Nie można głosić uniwersalnych wartości i stosować ich wybiórczo.
- Coraz częściej słyszymy zarzut, że polityka Unii Europejskiej wobec Afryki ma charakter neokolonialny. Zamiast dróg, elektrowni i inwestycji przemysłowych oferuje się szkolenia z demokracji, programy społeczne i projekty ideologiczne. Czy Europa nie próbuje narzucać Afryce własnej wizji świata?
Dokładnie tak się dzieje. Od lat powtarzam, że europejska polityka wobec Afryki bardziej przypomina misję ideologiczną niż partnerską współpracę. Afrykańscy przywódcy proszą o elektrownie, porty, drogi i miejsca pracy. Europa odpowiada programami szkoleniowymi i projektami społecznymi. To właśnie ten stary kolonialny odruch: przekonanie, że Europa wie lepiej, jak inni powinni żyć. Nie dziwi mnie, że rodzi to niechęć. Nikt nie lubi być pouczany. Szczególnie przez dawnych kolonizatorów. Dlatego wpływy Europy słabną, a rosną wpływy Chin, Rosji, Turcji czy państw Zatoki Perskiej. Oni przychodzą z inwestycjami i kontraktami. Nie próbują wychowywać swoich partnerów. Jeżeli Europa chce odzyskać wiarygodność, musi wrócić do pragmatyzmu. Inwestycje, infrastruktura, handel. To język, który rozumieją wszyscy.
- Nazwał Pan politykę Emmanuela Macrona wobec Afryki katastrofą. Francja została wypchnięta z Sahelu, rozpadają się dawne porozumienia wojskowe, a wpływy Paryża maleją. To efekt błędnej strategii czy osobistych ambicji prezydenta?
Jednego i drugiego. Emmanuel Macron jest dziś politycznie wyczerpany. Nie ma większości parlamentarnej, nie ma społecznego poparcia i coraz trudniej mu budować wiarygodność we własnym kraju. Dlatego polityka zagraniczna stała się dla niego ostatnią sceną, na której może jeszcze odgrywać rolę światowego przywódcy. Problem polega na tym, że za medialnymi gestami nie poszły realne efekty. Francja została wyparta z Sahelu. Kolejne państwa odwracają się od Paryża. Rosja, Chiny, Turcja i kraje Zatoki Perskiej konsekwentnie zwiększają swoje wpływy. Macron postawił na komunikację zamiast strategii, na wizerunek zamiast długofalowej polityki. Afrykańscy przywódcy nie potrzebują kolejnych przemówień. Potrzebują partnerów, którym mogą ufać. Dodatkowo osłabiono samą francuską dyplomację. Odsunięto doświadczonych dyplomatów, utracono instytucjonalną pamięć i osłabiono jedno z najważniejszych narzędzi francuskiego wpływu na świecie. Dziś wielu partnerów nie wie już, czy Francja kieruje się własnym interesem narodowym, czy kolejną strategią komunikacyjną Pałacu Elizejskiego. Francja potrzebuje mniej sloganów i mniej politycznego teatru. Potrzebuje więcej realizmu, więcej dialogu i więcej szacunku wobec swoich partnerów. Powinniśmy rozmawiać ze wszystkimi. Bez ideologicznych uprzedzeń. Bez moralizowania. Dyplomacja nie polega na wygłaszaniu kazań. Polega na budowaniu relacji opartych na wspólnych interesach


Komentarze
Pokaż komentarze