0 obserwujących
33 notki
11k odsłon
  14   0

Kto tu za co odpowiada?!

Odliczamy powoli dni do Olimpiady. Po pierwsze z powodu ostatnich krwawych zamieszek, a po drugie, nasza faworytka Otylia nie uzyskała podczas ME olimpijskiego minimum. Coraz głośniej też mówi się o bojkocie igrzysk, ale tak naprawdę jaki to ma sens?

 Sportowcy latami przygotowują się do imprezy, w której szansę mają uczestniczyć tylko kilka razy w życiu. Nie od dzisiaj wiadomo, że Chiny nie są odpowiednim miejscem na igrzyska, ale jeżeli pozwoliliśmy wygrać pieniądzom z duchem sportu, bądźmy konsekwentni przynajmniej do końca zawodów.

Są lepsze sposoby reagowania na to co się dzieje w Chinach, niż uniemożliwianie wysłania tam sportowców. Oni nie muszą odpowiadać za całe zło tego świata i szczerze mówiąc mogą mieć to wszystko gdzieś, zwłaszcza że elita tego świata również ma to gdzieś i to nie od dzisiaj. Nie od dzisiaj również wiadomo, że przy budowie obiektów olimpijskich wysiedlano ludzi burząc im domostwa, bo brzydko wyglądały i nikt nie reagował. To łagodny przykład chińskich przygotowań.

Politycy świata uciekają się do najprostszego rozwiązania tematu, czyli bojkotu, jakby było nowością, że igrzyska spływają krwią. Czemu np. bogaci biznesmeni nie zamkną swoich fabryk w tym rejonie świata? Wydaje mi się, że byłoby to czy np. embarga bardziej bolesne, z uwagi na to, że po Olimpiadzie i tak wszystko wróci do normy. Trąci tutaj lekką obłudą, ponieważ trudno postawić się Chińczykom, w końcu tak tanio nigdzie nie wyprodukujesz, mają olbrzymią ilość dolarów etc., z drugiej jednak dlaczego mają odpowiadać za to sportowcy?

Możemy nie oglądać zawodów, ale tak naprawdę ucierpią na tym same igrzyska oraz sponsorzy łożący olbrzymie kwoty. A walczyć o prawa Tybetańczyków powinni ci, którzy się niby zajmują takimi rzeczami albo ci, którzy w inny sposób mają szansę wpływać na świat, czyli politycy i najbogatsi.

Największe pretensje trzeba mieć do MKOL-u, bo to oni lecą wszędzie tam, gdzie zwęszą pieniądze. Chiny już swoje wygrały. A sytuacja może się coraz bardziej skomplikować, bo młode pokolenie Tybetańczyków nie chce czekać:

"Pacyfizm zaprowadził nas na ślepy tor. Mówi się o nas w sposób epizodyczny, ograniczony. Zostaliśmy zapomniani przez wspólnotę międzynarodową". - Tyle pięknych słów, a potem nic. Widzimy natomiast, jak przypominają o sobie Palestyńczycy i aktywiści w Iraku dzięki samobójczym atakom. Uwaga światowych mediów skupiona jest wyłącznie na nich" - Tsewang Rigzin - przewodniczący młodzieżowego ruchu tybetańskiego.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale