Wydawało się od razu po wyborach, że skończy się coś, co wcześniej było rzeczą normalną, czyli kolesiostwo. Wielkie zmiany zapowiadane przez Kaczyńskiego wywarły ogromne znaczenie tylko na nielicznych, ale jednak. Wreszcie miały nastąpić zmiany. Koniec promocji kolegów i znajomych.
Znowu skończyło się na zapowiedziach.
Niektórzy już niczego nie ukrywają. Marcinkiewicz ma być prezesem PKO BP. Tak zadecydował Kaczyński. Kandydaturę Marcinkiewicza na stanowsko prezesa musiałaby jednak zaakceptować Komisja Nadzoru Bankowego. Wszyscy doskonale wiemy, że zgodnie z prawem bankowym, oprócz stażu w bankowości, prezes, według ustawy musi mieć "odpowiednie wykształcenie i doświadczenie niezbędne do kierowania bankiem". Były premier, o czym było głośno, jest z wykształcenia fizykiem, więc do owej bankowości mu daleko. Nigdy też w banku nie pracował, dlatego zostanie najprawdopodobniej p.o. prezesa. Dzisiaj z nieoficjalnej liczby 56 kandydatów, wybrano 9 do II etapu. Jest wśród nich Marcinkiewicz. Komisja brała pod uwagę sprawy formalne. Tym bardziej dziwi mnie efekt rozgrywki. Ale sprawa znowu jest jasna. Kierowanie największym polskim bankiem detalicznym może być rekompensatą za odejście ze sceny politycznej. Nie tak dawno były premier startował na stanowisko prof. Zyty Gilowskiej. Nieudolnie.
Kwestie merytoryczne jak się okazuje rozstrzygać nie będą. Boli mnie to strasznie, nie tylko dlatego, że trzymam pieniądze właśnie w PKO BP. Rząd kilkakrotnie powtarzał i deklarował przy tym, że na takie stanowiska jak te, stanowiska kierownicze w spółkach Skarbu Państwa, będą trafiały osoby kompetentne, z wykształceniem, znający się na "fachu".
Brednie.
Nominacja polityczna, bo tak ją już teraz trzeba nazwać jest swego rodzaju żartem na najwyższym szczeblu. Nikt mi nie powie, że Marcinkiewicz będzie kierował bankiem bo jest dobry. Dobra może być zupa, albo schabowy. Tam trzeba być "bankierem". A On nie jest.
Warte podkreślenia jest, że dotychczas pełniącym obowiązki prezesa PKO BP był Sławomir Skrzypek, który także jest dobrym znajomym Kaczyńskiego. Komisja Nadzoru też nie musiała opiniować jego kandydatury, ponieważ ze wzglęgu na kompetencje, a w zasadzie, na ich brak, został tylko p.o. Zaufany kolega, jeszcze z NIK-u znalazł się teraz w sytuacji komfortowej - NBP. Także bez kompetencji.
Znajomości trzeba mieć wszędzie. To fakt. A teraz czas na lepszy smaczek. Firmówka z najwyższej półki. Znów znajomy od prawie 15 lat, także z NIK-u, nikogo innego, jak samego Kaczyńskiego. I kto mi powie, że nie ma się tu nic na rzeczy? Piotr Kownacki został nowym szefem PKN Orlen. O ile Skrzypek i Marcinkiewicz nie nadają się zupełnie, o tyle tu należy mieć nadzieję, że oprócz znajomości wszystko jest w porządku. Zaraz pewnie jakiś sfrustrowany komentator napisze, że czepiam się znajomości. Dzisiaj to jest prawie zakazane. A jak wiemy, prawie robi wielką różnicę.
Już jakiś czas temu Rafał Ziemkiewicz słusznie zauważył, że tylko czekać jak Kaczyńscy rozpoczną realizację "taniego państwa". Jak już braknie znajomych zlikwiduje się kilka krzesełek, bo przecież trudno się spodziewać, żeby ktoś z innej bajki (czyt. partii) mógłby kierować wysokim fotelem. Nieistotne, czy ma wykształcenie, czy się nadaje, czy nie. Nie zna się z Kaczyńskim? Niech szuka roboty chociażby na budowie.
To jest nieuczciwe i podłe. Nie wierze, że dziś, w czasach "normalizacji" życia społeczno-gospodarczego robi się takie odstępstwa. Ale czego się spodziewać po pseudo-sprawiedliwości z najwyższej półki?
Idiotyzmu spodziewać można się na każdym kroku. Nie byłem kibicem PiSu, choć nadzieje były. Dzisiaj odeszły ich totalnie wyniszczone resztki. Miało być profesjonalnie i uczciwie. Nadchodzi czas ulitowania się nad lansowaniem niskiego poziomu rozdawnictwa byle stanowisk. Wszystko w rękach jednej partii. Gdyby nie to, że mam świadomość życia w nowym świecie, pomyślałbym o PRL-u, tylko w a'la demokratycznym wydaniu. Nie ma usprawiedliwienia, nadchodzi czas głupoty, mankamentów i złodziejstwa.
Marcin Maciejewski


Komentarze
Pokaż komentarze