Marcin Maciejewski Marcin Maciejewski
35
BLOG

Marcinkiewicz wygra na bank?

Marcin Maciejewski Marcin Maciejewski Polityka Obserwuj notkę 0

            Właśnie przeczytałem fragment wywiadu (niby to z „Dziennika”) z wszechstronną postacią, byłym premierem, byłym p.o. prezydenta stolicy, z aspiracjami do ministerstwa gospodarki, a później prezesa PKO BP – Kazimierzem Marcinkiewiczem (por. wielkie znakomitości). Skąd by ten wywiad nie był, to jednak jest. I tak przypomina mi się wierszyk „samochwała w kącie stała…” Obrażony Marcinkiewicz, aneksując do starań o nową pracę (w nowej branży), standardowo dosyć mówi: „ale ja mam kompetencje”. I dobrze. Panie premierze, gdybym miał do wyboru kandydata kompetentnego, a obok kompetentnego z odpowiednim wykształceniem, to chyba jasne, kogo wybieram. Jedyne konkretne, odpowiednie kompetencje, to pan Marcinkiewicz ma, ale do prowadzenia wykładów, np. z kondensatorów i przełączników tranzystorowych, albo z przewodzenia ciepła.

            Kandydat bez doświadczenia bankowego niestety się nie nadaje. Nie bądźmy śmieszni i jeżeli już bardzo bracia Kaczyńscy chcą swoich wepchnąć wszędzie (patrz: Skrzypek – NBP, Kownacki – Orlen, Netzel – PZU), to wpychajmy, ale ludzi nadających się na stołek. Tak już będzie zawsze i nie wierze w żadne tego typu sformułowania. Rządziło SLD było „kolesiostwo”, rządzi PiS – jest, będzie i przy PO. Durnotą będzie natomiast odpowiedź sympatyków pana Kazimierza, potępiająca wspomniany pogląd.

            Z całym szacunkiem dla Marcinkiewicza – postaci sympatycznej, inteligentnej, prezentującej pewien wysoki poziom, obdarzonej ogółem zalet i ba… gratka nie z tej ziemi. Ale nie do banku. Trudno, żeby weterynarz przeprowadzał zabieg chirurgiczny na człowieku, bo to przecież sytuacja z goła podobna. Podobna, owszem, ale nie taka sama.

Na pytanie „Dziennika”: „Tylko w pana przypadku zachodzi wątpliwość czy braku doświadczenia nie rekompensuje przynależność partyjna?”, pan premier odpowiada: „Znam kilka przypadków z czasów Hanny Gronkiewicz-Waltz i Leszka Balcerowicza, gdy prezesami banków zostawali ludzie bez doświadczenia bankowego…”.

Czyli co? Nic się nie zmieniło? Było źle i teraz jest tak samo? Kaczyńscy, jak dobrze pamiętam, obiecywali złote góry, Polskę prawą i sprawiedliwą, przede wszystkim nową i lepszą. To gdzie do diabła ta sprawiedliwość? Fizyk w banku, a ekonomista z doświadczeniem bankowym na bezrobociu?

            Nie miałbym już pretensji, gdyby Kaczyński załatwił etat nauczyciela fizyki w najlepszym gorzowskim, albo cholera wie, jakim liceum. Pies wam d… lizał. Ale z tym bankiem to chyba przesada.

            Abstrahując. Znów muszę wrócić do 40 milionów wydanych na Świątynię Opatrzności Bożej. Szpital wrocławski bankrutuje. Ciężko chore, umierające dzieci za chwilę będą szukać nowego lokum. To tylko 9 milionów. „Tylko” - w stosunku do tych 40. Prof. Religa mówi, że nie ma skąd wziąć, a parlament lekką ręką wyrzuca grube miliony na kościół. Skandal!

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka