Skąd te wnioski? Śmiech człowieka uderza, jak ciągle powtarzał doktor Mazurkiewicz, „ale dlaczego o tym mówię?” Dla przykładu ukraść kłębek drutu kolczastego, albo źle zaparkować samochód pod sklepem z pączkami, czy tam bułkami słodkimi, czyt. pod cukiernią, to przestępstwo. Ale źle zaparkowany radiowóz pod komisariatem – już nie!
Nie ma co owijać w bawełnę. Koalicja realizuje drańskie interesy. Nie! Zło je realizuje. To taki mały przebłysk genialności. V RP czeka w przedpokoju, a Ty leżysz i nic nie robisz. To straszne. Kolejny mankament dotyczył rodziny. Że niby jaka ma być. 2 + 3? Tata, mama i trójka dzieci? A skąd. Kanonem polskiej tradycji, religijnej tradycji, jest generalnie rodzina zastępcza. Nie dość, że 2 + 1, to w dodatku, kim był Józef? Chyba przybranym ojcem, bo ten prawdziwy „siedział” w chmurach. Dlaczego o tym wspominam? Dlaczego wszystko obracam w taki lakoniczny i permanentny wstęp? Śmieszne są dyrektywy ze wszystkich stron nas otaczające. Poziom idiotyzmu sięga zenitu w kodeksie cywilnym albo rodzinnym i opiekuńczym. Kodeks jest wtedy jak g…, na środku ścieżki. My się ślizgamy, smarujemy, paprzemy i nie widzimy. To sama z siebie rzecz marginalna.
Kodeks, jak wspomniał pan Mazurkiewicz to „szmata”. Paradoks państwa prawa. Sędzia sądu opiekuńczego podejmuje decyzję, czy szesnastoletnia dziewczyna może na własną prośbę wyjść za mąż. Sędzia, bez socjologicznego, życiowego i psychologicznego pojęcia, znający na pamięć tylko kodeksy. Jego wiedza o życiu ogranicza się do własnego skromnego ego albo do lektury „Twój styl” i „Weekend dla Ciebie”. Lepiej można by dać podjąć taką decyzję wróżce Samancie. Będzie dobrze!
Załóżmy hipotetycznie. Wchodzę z kozą na złotym łańcuchu do recepcji hotelu. „Chciałbym pokój na dobę z Krychą”. „No wie pan… Właściwie, dopłaci pan 20 Euro i nie ma sprawy”. Dlaczego wspominam o tym? G… ich obchodzi z kim i po co, tylko kasa się liczy. Kto tam pyta, czy ona ma 16 lat, czy jest kozą czy tygrysicą?
Wszystko jest jednak uregulowane, co do sekundy. Pociągów czasem nagle nie ma. Z drugiej przeskakujemy na trzecią. Czas nieokreślony, bo premier precyzyjnie zmienia czas z zimowego na letni, a ustawodawca pisze w kodeksie, kiedy zaczyna się miesiąc.
Rozmawiając z urzędnikami słyszymy ciągle „nie można”, „nie ma”… Urzędnik, który mówi:„nie można”, to tak jakby mówił „dzień dobry”.
Ciekawy jest także art.9 KC, który stanowi: „W razie urodzenia się dziecka, domniemywa się, że przyszło ono na świat żywe”. Ustawodawca robi sobie żarty z języka prawniczego. „Przyszło”? A może się wyślizgnęło? „Na świat”? No a skąd? Nie ze świata? Nie chodzi o to, żeby wklepać się w umierającą rzeczywistość IV – para RP. Można zrobić coś naprawdę głupiego i być za to odpowiedzialnym do końca życia. Ksiądz przecież nie jeździ na osiołku, który, na co dzień mógłby być przywiązany do płotu przy plebani. A czym jeździ? Każdy wie. Przykłady Jankowskiego czy Rydzyka faktycznie są odosobnione, ale coś nie bierze się z niczego. Zamiast tego, jutro znowu będzie się mówić o prostackim raporcie Macierewicza...


Komentarze
Pokaż komentarze