Może nie jest fantastycznie, ale PiS, podsumowując ostatnie miesiące swoich rządów, deklaruje, że jest pięknie i jak zwykle kolorowo. Robią wiele dobrego. Nie będę ironizować, że nic się nie zmienia, bo i po co. Jak to mówią? Gospodarka w porządku, bezrobocie spada na łeb, na szyję. W zasadzie nie ma, do czego się doczepić. Fakty są jednak takie, że Kaczyńskich rozliczać należy już na początku. W istocie, na koniec też. A teraz niespecjalnie jest, o czym mówić. Utworzenie CBA to przecież odległe „nic” sfrustrowanych i chyba zaskoczonych wyborami polityków rządu. A teraz pomysł o Trybunale Konstytucyjnym.
Nawet odbija mi się oranżadą od komunii na samą myśl o rządach Kaczyńskiego i Leppera. Abstrahując, u Wojewódzkiego, wczorajszego wieczoru, wicepremier mówił, że stoi na straży prawa. I kto o zdrowych zmysłach palnie, że tak jest?
Błędy Kaczyńskiego i Leppera nie polegają na demagogii. Problem tkwi w braku umiejętności do przyznania się do błędu. Do idiotycznych pomysłów, które przecież przytrafiają się każdemu. Powiedzmy sobie szczerze. Pomysł z TK był żałosny. Ograniczenia, bo o nich mowa, merytorycznie rzecz biorąc, są skrępowanym odzwierciedleniem karlej nienawiści do porażek. Owszem, porażka boli. Nie zaprzeczam. Ale zawsze z dwojga złego, trzeba znaleźć małą zaletę zawiłej inności. Trybunał orzekł inaczej aniżeli wyobraził to sobie sam Kaczyński. Z samego rana próbował jeszcze wpłynąć na werdykt sędziowski, ale mało skutecznie. Tak słabo się starał, jak Marcinkiewicz za czasów planowanego startu do konkursu na pierwszego bankiera PKO. I dobrze. Co jak co, ale TK musi być niezależny, suwerenny i niezawisły. Przynajmniej on.
A Kaczyński? Jak zwykle. Wściekły, bez uśmiechu, z harmonijnie ułożonym planem awaryjnym. Zawsze można wyciągnąć asa z rękawa, w postaci szuflady marszałka Jurka i projektu ustawy, jeszcze z programu lewicy. Wymieńmy wszystkich …na wszystkich swoich.
Skądś to znam.
Błazenada trwa. Pajace tańczą i durnie się wygłupiają. Są u siebie. I dobra. Ale już nie za długo. A chaos i paranoja rządzą. Jak bliźnięta...


Komentarze
Pokaż komentarze