Nie mam wątpliwości. Zawdzięczamy wiele Jurkowi Engelowi. Po wielu latach zafundował nam mundial. Byle jaki. To fakt. Porażka z Koreą, nokaut Portugalczyków i zwycięstwo o nic ze Stanami Zjednoczonymi , które i tak wyszły z grupy. W grupie eliminacyjnej do MŚ nokautowaliśmy Norwegię, która wtedy, jakieś 5-6 lat do tyłu, była mocna. Potencjalnie dużo mocniejsza od nas.
A Beenhakker? Obudził starych-nowych ludzi. Te same twarze budują trzon drużyny, a jednak gra ona tak, jak nigdy. Znalazł nowych, młodych chłopaków, dwudziestoletnich, którzy dla piłki gotowi są na wszystko. Nie pamiętam, kiedy tak pięknie i tak gładko Polacy kopali piłkę. Porównując portugalską rzeź 0-4, sterowaną przez Paulistę i Rui Coste, a fantastyczną batalię w Polsce, wygraną dość gładko i spokojnie 2-1 (Nuno Gomes trafił kontaktową bramkę na sekundy przed końcem), nie ma, o czym mówić. Kunszt Holendra i cwaniactwo Engela.
Dziwię się Engelowi. Dziwię się Tomaszewskiemu. Engel awansował na MŚ i nic nadto. Tomaszewski obronił karnego na Wembley i nic nadto. Beenhakker buduje wielką drużynę z niczego. Nie będzie uczył chłopaków przyjmowania piłki. To proste. Ale zwycięża po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat z Portugalią, zespołem z najwyższej półki na świecie, wygrywa po raz pierwszy od ćwierć wieku na boisku w Brukseli, a pseudo-fachowcy podnoszą głos. Wara panowie, wara!
Kim jest Engel przy Beenhakkerze, żeby wskazywać mu drogę i mówić, kogo ma zmieniać, a kogo nie? Engel miał swoje pięć minut. W części dobre, w części złe. Nie mnie Go oceniać. Ale niech nie waży się oceniać fachowca, fachowca z prawdziwego zdarzenia, jakim jest Leo Beenhakker.
Zasług Tomaszewskiego nie będę oceniać. Krótko mówiąc, trafiło się ślepej kurze ziarno. Gdyby nie śp. Kazimierz Górski – Tomaszewski byłby nikim. Zresztą, kim on w zasadzie teraz jest?
Porażka z Armenią to żenada. Prawda jest okropna. Nigdy nie przegraliśmy z zespołem z po za pierwszej setki rankingu FIFA. Ale zdarzyło się i trudno.
Beenhakker tworzy nową, najlepszą od czasów Górskiego historię polskiej piłki, tego się trzymajmy i bądźmy pewni, że Euro 2012 nie będą naszymi pierwszymi Euro.
Trzymam kciuki Panie Beenhakker!
Marcin Maciejewski


Komentarze
Pokaż komentarze