Dzisiaj Donald Tusk nawoływał do „samodzielności”. „Nie możemy wchodzić z sojusze z PiS-em” – krzyczał. To logiczne i proste. „Nie! Dla Giertycha i Leppera” – i to jakby zrozumiałe. Ale dlaczego mówił: „Żadnych sojuszy z Lid-em”? Fakt, faktem. Jednym do drugich sporo. Ale jestem skłonny się założyć, że rząd mniejszościowy istnieć nie może. Więc, do kogo najbliżej? Tusk nie ma wyjścia. Piszę „nie ma”, bo wynik wyborów, do których notabene i tak daleko, myślę, że jest przesądzony. Koalicja PO-LiD, o której wspomina Kwaśniewski ma prawo bytu. Nie byłbym do końca jej zwolennikiem, ale to już inne zagadnienie. Przewodniczący PO wie, co mówi. Wielu pamięta przecież kpinę, jaką urządzał sobie Miller i Janik, jak Starachowice i Rywin zdominowali wszystkie serwisy informacyjne. Było gorąco, a dzisiaj jest pewne, że „banda” SLD wielkości Platformie nie przyniesie.
Tusk wie, co robi. O sojuszu z Demokratami mówi na końcu i troche po cichu. Myśli, że coś nam umknie. Ale to raczej mało prawdopodobne. Realna jest prawda, która nastapi, bo nie ma drogi, która poprowadzi Platformę do wielkości. Czeka nas koalicja PO-LiD…
P.S. A Kaczyński znowu gadał od rzeczy. Te brednie o zasługach PiS-u w dziedzinie spadku bezrobocia i wzrostu gospodarczego są niedorzeczne. Kaczyński kłamie, a co najbardziej boli, 20% Polaków, wierzy, że ma racje… Kolokwialnie, kpina i żenada, którą uprawiają bracia Kaczyńscy przechodzi najśmielsze oczekiwania.
Marcin Maciejewski


Komentarze
Pokaż komentarze (15)