Mówi się, że kto jak kto, ale Polacy są mistrzami w przegrywaniu. Fachowość poparta wieloma klęskami w naszej malowniczej przeszłości jest tak owocna, że do dzisiaj ma odzwierciedlenie. We wszystkim. Historyczne nieudane powstania, nieudolne wojny i drobne potyczki przegrywaliśmy pięknie. Zawsze zostawiliśmy jednak serce, krew i wypruwaliśmy sobie żyły na polu bitwy. Dzisiaj też przegrywamy pięknie. Skiba ostatnio w jednym ze swoich felietonów nawiązał do naszych sportowców. Najpierw przegrany mecz "na hurra", później zostaje spotkanie ostatniej szansy, które też jest przegrane, a następnie zryw i zwycięstwo w meczu o pietruszkę. Ostatecznie piękna porażka. I niedosyt. Przegrana, ale jaka ładna. I ta satysfakcja. Siatkarki wybrały się na kwitnące wiśnie i w zasadzie już po mału mogą pakować walizki i wracać. A nadzieje były. Ale efekt jest taki, że wiedzą, co zrobiły źle. I potrafią przegrać.
A Kaczyński nie może. Nie może się pogodzić z "wyrokiem" Polaków. Kumple szukają od dwóch tygodni winnych. Najpierw mówiono o Bielanie, później o emigrantach, o kampanii w TVP, o mordercach ks.Popiełuszki... A ostatecznie skończyło się na społeczeństwie. My jesteśmy winni. My! Prezydent czekał na przeprosiny od Tuska. A na pewno "pogratuluje". Nikt do dzisiaj nie wie za co Tusk miał przeprosić. A gdy już się Prezydent doczekał, poseł Brudziński (kumpel Kaczyńskich) mówił o kuriozum. Nie wiem. Może liczył, że Tusk padnie na kolana i będzie całował szanownie paznokcie glowy Państwa. Nie wiem. Z której strony by na to nie spojrzeć, Prezydenta nie ma. Nie może ochłonąć po klęsce swojego brata. Premier szybciej się pozbierał. Dalej mówi niedorzecznie, ale "coś tam" potrafi z siebie wyksztusić. A Prezydeny cicho sza!
Z czego to wynika? Z braku umiejętności, którą posiadają wszyscy Polacy. Przegrać i to pięknie. Cymański potrafi. Przegraliśmy, ale to dla nas zwycięstwo. Zebraliśmy więcej głosów niż 2 lata temu. I to jak. Przeciw takiemuuuu frontowi...
Przegraliśmy, ale jak pięknie.
Zażarty bój braci Kaczyńskich - malowniczo przegrany, kompromituje PiS. Co rusz klepią jeszcze większe brednie i jeszcze bardziej wplątują się w błazenadę. Koniec marzeń o wieloletnich rządach nadepnął Prezydentowi na odcisk tak mocno, że nawet nie przemówi na pierwszym posiedzeniu Sejmu. To nic, że jest pierwszym Prezydentem, który nie potrafi pogratulować PO wygranych wyborów. To nic, że Prezydentowi odebrało mowę. To też nic, że PiS co krok wyskakuje jak królik z kapelusza z hasłami typu: "To są sondaże sfałszowane, mamy pełne szanse na zwycięstwo..."
Macie... Za cztery lata.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)