Telewizja publiczna w porze niskiej oglądalności pokazała brytyjski film paradokumentalny o polskich pilotach w Bitwie o Anglię. Im dłużej ten film oglądałem tym bardziej znajomy wydawał mi się jego scenariusz. I gdy wreszcie wystąpiła w nim scena łóżkowa asa lotniczego Jana Zumbacha i kelnerki z baru, która prowadziła ranking pilotów polskich uświadomiłem sobie, że film ten prawie dokładnie został oparty na monograficznej książki dwojga amerykańskich dziennikarzy Lynne Olson i Stanley Cloud, którzy w hołdzie pilotom napisali książkę „Sprawa honoru. Dywizjon 303 Kościuszkowski. Zapomniani bohaterowie II Wojny Światowej”.
Dwie trzecie tej książki czyta się jednym tchem. O podniebnym podbojach i o tych bardzo ziemskich gdy imponowali swą fantazją Brytyjkom, które ulegały ich urokowi. Można się z tej książki dowiedzieć bardzo dużo, jak choćby to dlaczego godło Dywizjonu 303 zawiera flagę amerykańską (zainteresowanych poznania tego faktu odsyłam do książki). Jest mnóstwo humoru. Czyta się to jak najlepszą powieść. I potem z każdą stroną robi się coraz bardziej smutno. Autorzy opisują zdradę, jaką zgotował rząd Jej Królewskiej Mości polskim obrońcom brytyjskiego nieba po układzie w Jałcie. Nie doczytałem tej książki do końca. Zatrzymałem się na opisie przygotowań polskich lotników, którzy ćwiczyli lot kluczem, z którego układał się na niebie napis POLAND. Nie było im dane pokazać tego na wielkiej paradzie zwycięzców. Dostali nakazy opuszczenia Anglii tak jak Zumbach, bohater słynnego plakatu propagandowego z okresu bitwy o Anglię siedzący w swoim Spitfire oznakowanym ilością zestrzeleń poprzez przekreślone swastyki na kadłubie. Ci którym pozwolono zostać musieli się najmować do fizycznej pracy.
Ta Jałta, która zamknęła również Polskę w kleszczach sowieckich wpływów, które nie dawały szans na rozwój milionom obywateli. Tak jak inżynierowi Jackowi Karpińskiemu, któremu być może gdyby Polska była wolna tak jak inne kraje udałoby się rozwinąć produkcję minikomputera K-202 tak, że bylibyśmy potęgą komputerową. Zdławiony przez komunistyczną biurokrację zajął się hodowlą świń. W tym samym czasie nowatorskie ucięto projekty Syreny i Poloneza bo mogły stanowić zagrożenie dla produkcji samochodów za wschodnią granicą. Hutę Katowice zbudowano ze specjalną magistralą kolejową o rozstawie szyn dopasowanym do sowieckich wagonów aby produkcja mogła być bezpośrednio kierowana do ZSRR. Część produkcji nieoznakowana znakiem huty trafiała do dystrybutorów zachodnich, którzy stawiali na niej swoje stemple i sprzedawali po dużo wyższych cenach. Stocznie budowały statki dla ZSRR w oparciu o rozliczenia w fikcyjnej walucie jakim był rubel transferowy. Nie przynosiło to stoczniom takiego dochodu jakim mogły się cieszyć stocznie w wolnym świecie. I wszystko to było skutkiem układu z Jałty, oddającego Polskę w strefę wpływów sowieckich. Myślałem – nie ja jeden – że wolne wybory, wejście do NATO i UE raz na zawsze odcięło nas od tej koszmarnej dla Polski nazwy. Myliłem się.
Bo oto polska dyplomacja nie widzi nic zdrożnego w tym aby spotkanie państw Europy Wschodniej odbyło się pod przewodnictwem prezydenta Ukrainy w tej właśnie Jałcie. Czy na Ukrainie nie innych pięknych ośrodków wypoczynkowych albo świetnych hoteli w samym Lwowie aby przeprowadzić takową konferencję? Na pewno nie brakuje. Ile miesięcy mogą trwać takie przygotowanie? Ile jest sposobności aby powiedzieć: „Szanowni Państwo, my do Jałty na takie spotkanie nie przyjedziemy. Prosimy o zmianę miejsca spotkania". Krótko i zdecydowanie. I to zanim fakt o takich planach trafi do mediów. A ta właśnie dyplomacja nie tylko nie widzi w tym nic zdrożnego ale do ostatniej chwili broni tego pomysłu nawet gdy inni uczestnicy postanowili je zbojkotować. Prezydent Wolnej Polski do ostatniej chwili był gotów aby tam jechać. I dopiero powstrzymał go prezydent Ukrainy. Gdyby ktoś mi powiedział w dniu 4 czerwca 1989 roku, że za 23 lata taka sytuacja będzie miała miejsce uznałbym go za skrzeczącego czarnowidza. Gdyby profetycznie dodał, że wówczas prezydentem mego kraju będzie jeden z działaczy zwycięskiej opozycji antykomunistycznej to puknąłbym się w czoło. Ale stało się. „Na taką wolność nas skazali, taką przebodli nas Ojczyzną”.
I tak sobie myślę, jak to z przestworzy widząc duchy polskich lotników, którym odmówiono udziału w Paradzie Zwycięstwa. Jak to widzą duchy tych żołnierzy z Polskich Sił na Zachodzi, którzy wrócili do kraju i trafili do ubeckich katowni. Może jeszcze wsiądą do swoich Spitfire i z hukiem przelecą nad budynkami rządowymi i prezydenckimi. Najniżej jak się da. I z możliwie jak największym hukiem. Błysną biało-czerwoną szachownicą. Może komuś zapali się jakaś żarówka po ciemnym sufitem?




Komentarze
Pokaż komentarze (4)