Blogerzy stosujący analityczne podejście do badania przebiegu Tragedii Smoleńskiej najwyraźniej nie rozumieją podejścia syntetycznego. Rozmowa z inżynierem na temat takiego sposobu wnioskowania przypomina dyskusję fizyka cząstek elementarnych z konstruktorem maszyn parowych. W żaden sposób nie jesteśmy w stanie się porozumieć. W celu osłabienia napięcia powstałego z zupełnie niezrozumiałych dla mnie powodów, m.in. na salonie 24, spróbuję rzecz w skrócie wyjaśnić.
Otóż obydwa podejścia nie są ze sobą sprzeczne. Podejście analityczne polega zazwyczaj na gromadzeniu i segregowaniu tysięcy drobnych faktów, przekłamań, niespójności, zaniechań, zaniedbań, kłamstw i oczywistych fałszerstw. Jest to próba rozeznania się w sztucznie tworzonym chaosie, w roztaczanym przed nami mętnym świecie poprzez pracowite gromadzenie, a następnie układanie na półeczkach tysięcy detali. Taki sposób pracy charakterystyczny jest dla fizyków doświadczalnych.
Podejście syntetyczne sprowadza się do poszukiwania rozwiązania możliwie najprostszym sposobem. Do dochodzenia do celu najkrótszą drogą. W analizie funkcjonalnej zamienia się najczęściej w ustalanie „punktów osobliwych” przestrzeni (w celu jej zdefiniowania). W śledztwie może to być próba odnalezienia "punktów węzłowych" całej historii. Istotą okazuje się tutaj zarówno prostota, jak i „elegancja” dowodzenia. Podejście tego typu charakteryzuje najczęściej fizyków matematycznych.
Jakby do tego nie podchodzić, obydwie grupy są sobie potrzebne. Matematycy o rozwiniętych skłonnościach do abstrakcyjnego, syntetycznego myślenia niezbędni są eksperymentatorom. Eksperymentatorzy dostarczają budulca („mięsa”) matematykom.
Przykład. Podane zostały i uzasadnione na naszym blogu - w sposób najprostszy z możliwych - cztery niezwykle ważne tezy dotyczące Tragedii Smoleńskiej:
- to nie była przypadkowa, losowa katastrofa;
- podawana przez MAK ścieżka podejścia Tu-154, zwłaszcza w końcowych sekundach lotu, jest nieprawdziwa,
- podawany przez MAK czas "katastrofy", 8.41.06 czasu polskiego, jest nieprawdziwy,
- wskazywane nam przez raport MAK miejsce impaktu, demonstrowane m.in. w filmie Wiśniewskiego-Śliwińskiego ... jest nieprawdziwe.
Wyzwanie, jakie zamierzam postawić przed wszystkimi „inżynierami”, eksperymentatorami, zdeklarowanymi zwolennikami podejścia analitycznego brzmi - niech spróbują choćby jedno z wyżej podanych twierdzeń obalić. Poprzez podanie dowodu obalającego, wystarczająco silnego argumentu bądź faktu. Sprawdźmy wreszcie wyżej sformułowane cztery tezy. I albo któreś z tych twierdzeń "polegnie", trafiając na nieznany nam do tej pory konkret, albo uznamy - po dłuższym milczeniu "analityków" - że wszystkie cztery są prawdziwe. Tak je też od tej pory traktujmy, stale uzupełniając listę argumentów potwierdzających.
Moje wezwanie dotyczy zwłaszcza „inżynierów” salonu 24 – z NDB2010, Rexturbo, Mankiem, Tommy Lee - na czele.
Nie muszę chyba podkreślać, że działamy w sytuacji szczególnej. Braki oficjalnego śledztwa widać gołym okiem. W tym nieprzesłuchiwanie funkcjonariuszy BOR, pracowników Okęcia, polskich służb specjalnych, polskich operatorów sieci komórkowych, żeby już nie wspominać o braku dostępu do szczątków samolotu, do oryginalnych czarnych skrzynek . Widać je zwłaszcza w relacjach obecnych polskich władz z rodzinami Ofiar. Listę z przykładami porażających zaniedbań w oficjalnym śledztwie można by ciągnąć w nieskończoność. Dyskusja, czy dochodzić do prawdy metodą wyłącznie analityczną, czy raczej przez poszukanie syntezy, jest niepotrzebna. W sytuacji zakłamywania, fałszowania bądź ukrywania przed opinią publiczną wszystkich dowodów, w sytuacji mnożenia nieprawdziwych, najczęściej mętnych relacji świadków, powinna się liczyć skuteczność.
Wybrałem podejście syntetyczne. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby analitycy, tak chętnie oceniający innych, udowodnili swoją wyższość.



Komentarze
Pokaż komentarze (111)