Dzięki jego pieniądzom armia ukraińska jest w stanie walczyć z prorosyjskimi separatystami. A on żelazną ręką rządzi w Dniepropietrowsku. Ihor Kołomojski, najbogatszy ukraiński oligarcha, trzyma stronę Kijowa.
Czort wie ile w tym prawdy, przecież jak wiemy trwa wojna informacyjna. Niemniej artykuł potwierdza miejscami stan faktyczny.
Po pierwsze Państwo Ukraińskie jest rzeczywiście tak słabe jak się wydawało.
Po drugie możliwości jakie mają w tym kraju oligarchowie są faktycznie prawie nieograniczone. Mogą spacyfikować swój region jak Kołomojski, a mogą go również sprzedać ruskim jak Achmetow.
Po trzecie zaczyna być zrozumiałe to dziwne bo nagłe uspokojenie sytuacji w Odessie.
Po czwarte zaczyna być jasne skąd się biorą sprawne oddziały dające po łapach ruskim dywersantom, do których Kijów nie chce się przyznać (tzw. czarne ludziki).
Podsumowując:
Kołomojski robi rzecz teoretycznie bardzo rozsądną – uznał, że łatwiej dogada się ze słabym rządem w Kijowie niż z silną władzą na Kremlu. Teoretycznie bo ja się dziwię, że ruscy jeszcze nie odstrzelili Kołomojskiego.
Z jednej strony Kołomojski już kwalifikuje się do pomnika „Obrońca Niepodległej”. Z drugiej strony zbudował siłę, nad którą rząd ukraiński nigdy nie zapanuje.
Komentarze
Pokaż komentarze (22)