Rosyjski prezydent Władimir Putin rozpoczął kilkugodzinną wizytę w Budapeszcie. Jej głównym powodem jest 70. rocznica wyzwolenia Budapesztu przez Armię Czerwoną. Po wylądowaniu na Węgrzech Władimir Putin pojechał na miejscowy cmentarz, gdzie leżą żołnierze radzieccy, którzy zginęli podczas interwencji ZSRR na Węgrzech w 1956 roku.
Tu warto wspomnieć, że oblężenie Budapesztu trwało od grudnia 1944 do 18 stycznia 1945. Budapesztu broniły wojska niemieckie i węgierskie. Efektem „wyzwolenia” miasta od sił niemieckich i węgierskich był totalny rabunek miasta, egzekucje mieszkańców (ok. 40 tys. cywilów zginęło, nie znana jest liczba tych, którzy zmarli z głodu i chorób), oraz masowe gwałty kobiet (szacunki podają od 5 tys. do 200 tys.), około 700 tysięcy osób zostało zesłanych w głąb ZSSR, z czego wróciło około 300 tysięcy.
Ostentacyjnego wspominania żołnierzy sowieckich poległych w czasie dławienia węgierskiego Powstania z 1956 roku chyba nie muszę komentować.
Zastanawiam się, dlaczego Orban się na coś takiego zgodził. Zastanawiam się, jaki poziom upokorzenia i upodlenia Węgrów jest jeszcze w stanie zaakceptować Orban w imię dobrych stosunków z Putlerem?
Ciekawe, że Putler nie zaproponował, że w listopadzie wpadnie z wizytą do Warszawy w związku z okrągłą rocznicą Rzezi Pragi…
Komentarze
Pokaż komentarze (10)