Nie zmieniłem zdania na temat Leszka Kaczyńskiego. Był prezydentem słabym, zdominowanym przez brata, prezydentem „profesorskim” (i niestety nie jest to komplement), prezydentem, który co prawda wykorzystał swoje szanse w zakresie budowania koalicji państw środkowej Europy, trafiając na dobry czas i na dobrych prezydentów, ale nie potrafił zbudować stosunków z prezydentami i premierami Europy zachodniej. W polityce wewnętrznej zapisał się niestety niezbyt eleganckimi konfliktami i znacznym uporem. Patrząc na prezydencki dorobek Leszka Kaczyńskiego tak naprawdę nie da się tu niczego podkreślić, ani wypunktować, poza znanym wystąpieniem w Tbilisi. Oczywiście taka jest rola prezydenta w RP, że jego wpływ na politykę jest bardzo ograniczony. Niemniej prezydent, który miałby w sobie więcej osobowości i niezależności mógłby osiągnąć więcej i trwale zapisać się w historii.
Z perspektywy kilku lat jednak jedno muszę docenić – poczucie przyzwoitości, którego brakuje Jarosławowi i jego cynglom. To zdecydowanie za mało na pomnik, ale dość na szacunek.
Komentarze
Pokaż komentarze (18)