Zadałem to pytanie wczoraj o 23ciej kiedy zaczęły się pierwsze doniesienia o próbie zamachu stanu w Turcji. Dziś wciąż uważam, że ani to, ani śmo. (Przyznam, że mimowolnie kibicowałem armii bo nie znoszę aroganckich, zakłamanych megalomanów takich jak Erdogan czy Kaczyński.)
Po pierwsze armia najwyraźniej wciąż nie wyrosła z realiów XX wieku. Jak za starych dobrych czasów wyprowadziła na ulicę czołgi, polatała samolotami, opanowała jakąś stację telewizyjną, ogłosiła „Orędzie do Narodu” i okazało się, że na nikim nie robi to żadnego wrażenia. Jak Erdogan wyprowadził swoich zwolenników na ulicę okazało się kogo jest więcej.
Po drugie jak się nie ma odwagi strzelać do ludzi to nie ma co się brać za zamach stanu. Kilkadziesiąt lat temu turecka armia zmasakrowała by cywilów i na nikim nie zrobiło by to wrażenia. Dzisiaj tak się nie da. Konflikty na Ukrainie i w Egipcie wskazują na to, że strona, która zaczyna strzelać do obywateli zazwyczaj przegrywa.
Po trzecie widać jak rozwój społeczeństwa quasiobywatelskiego spowodował wzrost poczucia siły społeczeństwa, a także to, że ludzie mają dość mieszania się armii do polityki. Może to też się wiązać z obniżeniem prestiżu armii w społeczeństwie. Zresztą, jak się robi zamach stanu bez poparcia społecznego, bez odwołania się przynajmniej do części społeczeństwa, wyniku można się spodziewać takiego jak na załączonym obrazku.
Kto wygrał pucz?
Doraźnie Erdogan.
Długofalowo Turcja i Turcy. Bo to oni, a nie armia będą decydować o swoim kraju.
Komentarze
Pokaż komentarze (117)