Nie lubię sformułowania „polityka historyczna”. Kojarzy mi się z manipulowaniem historią, zakłamywaniem przeszłości. Może lepiej po prostu napisać, że „Głosimy historię Polski”, a nie „Uprawiamy politykę historyczną”.
Nasi politycy i historycy przez wiele lat dążyli do dogadania się z sąsiadami i ustalenia wspólnego podejścia do historii Europy. Stąd różnego typu „Grupy do Spraw Trudnych”. Jak można podsumować te ostatnie 25 lat? Moje podsumowanie: Nie wyszło. Albo raczej – co się udało ustalić jako fakty, to się udało i to jest (można jednak powiedzieć) sukces. A obszary, w których nie osiągnięto konsensusu – zapewne już się go tam nie osiągnie.
Kluczowe pytanie: Skoro w pewnych tematach nie dogadaliśmy się z sąsiadami to co dalej? Nie możemy zaprzeczać samemu sobie, swojej historii, temu co zabraliśmy jako dowody historyczne, temu co głosili nasi przodkowie. Mamy obowiązek głosić historię prawdziwą z naszego punktu widzenia, nawet jeżeli to się nie podoba Rosjanom, Ukraińcom, Białorusinom, Litwinom, Niemcom, Czechom itd.
Czy to oznacza, że powinniśmy teraz co miesiąc upamiętniać uchwałami sejmowymi kolejne rzezie i masakry? Proponuję nie zadręczać Polaków i sąsiadów Polski... proponuję jednak nie przedobrzyć...
Komentarze
Pokaż komentarze (5)