Autorka „Rozjechany Konstancin” żali się na funkcjonowanie tego podwarszawskiego miasteczka. — „Szlag mnie trafia, gdy widzę, jak miasto jest źle zarządzane. Konstancin ma potencjał, którego lokalne władze nie potrafią wykorzystać (...). Przez zaniechanie lokalnych władz, codziennie tracimy cenne godziny w straszliwych korkach, by rano wydostać się do Warszawy, a po południu wrócić do domu. Główna ulica miasta, którą przejeżdżają codziennie setki samochodów, jest upstrzona reklamami jak obskurne przedmieścia.(...) Nasz burmistrz ma jednak plan – będzie kandydował na urząd trzeci raz. Jego zastępca zresztą też.”
Przejeżdżam czasem tymi drogami. też się nad tym zastanawiałem. Krótka dyskusja pod tekstem pokazuje jednak, że primo: dyskutanci nie wiedzą dokładanie kto rządzi w Konstancinie (jaka opcja), secundo: kto zarządza drogami w mieście, co jest rzeczywiście skomplikowane. Jedno jest pewne — nie tylko miasteczko.
Ta degrengolada administracyjna jest w wielu miejscach w Polsce. Po prostu za dużo gmin, za dużo powiatów, żeby np. przejechać z Konstancina do Ożarowa trzeba przejechać chyba przez cztery powiaty, a przed wojną był jeden — nie bez kozery mówię o powiecie, gdyż to jeden z gospodarzy dróg.
Za kilka tygodni wybierzemy nową armię samorządowców, w części zapewne zbyteczną. Ale mizeria publicznego Konstancina nasuwa jeszcze jedną refleksję. Przecież to miasto wyjątkowo bogate. Gdzie są miejscowi milionerzy, co robią poza interesami za wysokimi parkanami swych willi ? Nie mogą się zorganizować (bogatym ponoć przychodzi to łatwiej), pomóc lokalnym władzom ?
Obawiam się, że oni tego nie widzą, a jak widzą to mają to gdzieś. Kilka lat temu jechałem pograniczem śląsko-czeskim i zdziwiło mnie, że Czesi zupełnie posprzątali po komunie: pomalowali domy, wyremontowali ulice, nie tylko posadzili przy nich drzewka, ale nawet gałęzie im modelują W Polsce nic takiego nie było, ale już wtedy wyrastało dużo wypasionych willi.
Pytanie samo się nasuwało: skąd są na to pieniądze ? Ciekawe ?



Komentarze
Pokaż komentarze (3)