PAP z 23 bm. donosi (18:00): — Polska prokuratura nadal formalnie nie wie, jaki status miał lot do Smoleńska 10 kwietnia. Polski akredytowany przy MAK płk Edmund Klich mówił niedawno, że głównym problemem, który pojawił się w trakcie współpracy z MAK, jest kwalifikacja lotu. Rosjanie uznali, że lot należy uznać za przelot cywilny. Klich oświadczył, że uznaje lot za operację wojskową, z czego wynika konieczność stosowania takich procedur na wojskowym lotnisku w Smoleńsku.
Jeśli przyjąć wersję rosyjską, że był to lot cywilny, to całość odpowiedzialności spada na pilotów, którzy podejmują decyzję o lądowaniu, a wieża kontrolna ma obowiązek dostarczyć im komplet potrzebnych do tego informacji. Gdyby zaś zakwalifikować ten lot jako wojskowy, w grę wchodzi także odpowiedzialność kontrolerów. Słowo „także” sugeruje ewentualną odpowiedzialność po polskiej stronie.
Na lotach lotniczych nie znam się, ale jako kierowca wiem co oznacza pomyłka w rodzaju wjechania na jezdnię dwukierunkową w przekonaniu, że jest kierunkowa. Nie wyobrażam sobie, by polska załoga nie wiedziała w jakim trybie (wojskowym czy cywilnym) leci do Smoleńska, jaki status ma lotnisko, tym bardziej, że od trybu zależała procedura lądowania. Trudno bowiem by piloci uczyli się procedury lądowania w trakcie lotu. Nie wyobrażam sobie, by tego na Okęciu, przed startem nie sprawdzili. Skąd w takim razie wątpliwości Klicha i prokuratury?



Komentarze
Pokaż komentarze (6)