Po pogrzebie śp. Marka Rosiaka rozlała się w mediach, zwłaszcza tych specjalizujących się z recenzowaniu każdego kroku Jarosława Kaczyńskiego, rzeka połajanek, że nie doszło do padania ręki na znak pokoju z prezydentem Komorowskim. Nabijano się wręcz, ile to ekwilibrystyki musieli zaprzęgnąć obaj politycy, by do tego gestu nie doszło.
A ja ich za to pochwalę. Pochwalę za to, że im to się udało. Wolę bowiem dystans niż faryzeizm.
Oddzielmy dwie rzeczy: przekazanie sobie znaku pokoju religijno-kościelne — którym nikt się przecież nie zajmuje. Nikt nie patrzy czy skłoniłeś się w stronę sąsiada po lewej stronie czy po prawej. Może tylko jakaś ciotka plotkara na rodzinnym pogrzebie będzie wypatrywać czy druga żona zmarłego podała rękę pierwszej.
Media w tej sprawie zachowywały się jak takie ciotki plotkary. Gdyby nie to, być może obaj politycy podaliby sobie ręce na znak (religijnego) pokoju, i nie byłoby żadnej sprawy. Może byłoby nawet z tego jakieś dobro.
Przy takim nastawieniu mediów nie mogli sobie na taki, w innej sytuacji naturalny, gest pozwolić. Był to bowiem par excellence pogrzeb polityczny. W polityce gesty mają znaczenie, a na taki gest obaj politycy nie mogli sobie pozwolić (abstrahuję teraz dlaczego i czy słusznie ). Medialne wymuszanie tego gestu przy okazji mszy, a dokładnie nadawanie kościelnemu gestowi rangi politycznej byłyby nadużyciem. A zapewne taką by mu nadały interpretację mainstreamowe media. Wiele wskazuje, że tak właśnie rozegrano kiedyś zaproszenia A. Kwaśniewskiego do papamobile.
Z tym dwóch rzeczy wole szczery dystans niż faryzeizm, zwłaszcza na użytek części mediów. Jest wiele okazji by dwaj politycy podali sobie rękę. Nie trzeba do tego mszy.
1133
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (6)