Misja, kultura wysoka – to są jakieś wytrychy, którymi usiłuje się wydrzeć kasę z portfela podatnika, via budżet, dla tak zwanych magistrów sztuki.
Ja na artystów patrzę poprzez pryzmat NUDY. Przed laty człowiek aby zapewnić sobie byt, musiał zapieprzać od świtu do zmroku i wolnego czasu nie miał za dużo, to też i zapotrzebowanie na artystów było małe. Sztuka to tak bardziej była użytkowa. Rzadko artysta tworzył WIEKOPOMNE DZIEŁO. Portret damy na zamówienie kochanka, rzeźbę lub fontannę do ogrodu. Sienkiewicz swoje książki publikował odcinkami w gazetach - cieszyły się niesamowitym powodzeniem które można przyrównać do tego jakim cieszą się seriale typu M-jak miłość. UWAGA nie porównuję poziomu, tylko popularność.
Taki Jan Sebastian Bach, aby mógł przeżyć to musiał machnąć jedną kantatę tygodniowo i ją jeszcze zagrać po mszy, aby zabawić znudzone towarzystwo.
Oczywiście byli artyści którzy woleli tworzyć według swoich wizji niż tworzyć jak chcieli krytycy, ale za swoją niezależność przymierali głodem van Gogh, Debbussy, Rodin i wielu innych zdobywając uznanie późną starością, lub po śmierci.
Dzisiaj dzięki postępowi mamy więcej czasu – pracujemy mniej, w większym stopniu jesteśmy konsumentami. Nuda zaczyna się wkradać do naszego życia. Zaryzykuję stwierdzenie że jest wszechobecna. Na walce z nudą można zarobić i to nieźle. O czas walczą kluby, sporty ekstremalne, kina, telewizja portale internetowe, sport – wszystko co przyciąga uwagę może być sprzedane. Gdzie jest problem? Według mnie w tym że w naszym kraju kształci się zbyt dużo magistrów sztuki, a za mało komediantów. Artyści przez duże A nie pójdą na lep taniej komercji – bo tworzą sztukę przez duże S. Kazimierz Kaczor był kiedyś wodzem jakiejś organizacji i odezwał się w te słowa: „że teatr to świątynia sztuki, a aktor jest kapłanem. Aby utrzymać świątynię to trzeba łożyć, łożyć”. A na co ja mam łożyć ja nie muszę go utrzymywać ze swoich podatków. Takie organizacje jak Instytut Sztuki Filmowej uważam za niebywale szkodliwe, wyciągające pieniądze podatnika na totalne beztalencia, tfuj przepraszam magistrów sztuki. Z komedianctwa można całkiem nieźle żyć – choć nie każdy. Podobno całe Hollywood pełne jest aktorów, którzy pracują jako kelnerzy oczekując na swoją życiową szansę.
Zlikwidować tak zwane me(n)dia publiczne, zliberalizować możliwość zakładania własnych stacji radiowo telewizyjnych. Artystów odciąć od koryta zwanego ministerstwem kultury. Czego się obawiają? Doroty Rybaczewskiej? – Przecież wszyscy ludzie tak zwanej kultury wysokiej mówią że to nic niewarta miernota – to nie wstyd wam z nią przegrywać?!! A zagońcie ją Wiśniewskiego, Mandarynę do narożnika – pokażcie jacy jesteście dobrzy!
Zorganizowałem kilka koncertów muzyki szantowo-folkowej w moim małym rodzinnym mieście, bez pomocy pieniędzy podatnika. Zainteresowanie jak na muzykę niszową przerosło moje oczekiwania, kluby pękały w szwach – dało się zarobić. http://www.orkan.powiat.mielec.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=138&Itemid=1 Imprezę organizowałem w ramach tak zwanego hobby, czyli w poczuciu swoiście pojętej misji – chciałem pokazać inny mniej znany obieg muzyki w naszym kraju.
Mój syn, lubiący jazz, prosił mnie masz „hał nał” może byśmy zorganizowali koncert jazzowy, połączony z jam session z lokalnymi muzykami. Ze wstępnego rozpoznania zainteresowanie jest nawet spore, jedna z lokalnych firm obiecała wsparcie finansowe. Moja znajoma powiedziała mi daj znać kiedy będzie ta impreza, pójdę aby się dowiedzieć „dlaczego nie lubię jazzu”.
PS Zacząłem pisać ten tekst już kilka tygodni temu, ale do skończenia i opublikowania skłonił mnie Krzysztof Kłopotowski swoim wpisem http://klopotowski.salon24.pl/72058,index.html


Komentarze
Pokaż komentarze (11)