Hanna Lis swoim postępkiem zwróciła na siebie uwagę. Ostatnie zawirowanie z tą prezenterską można porównać do torebkowego wyjścia ze studia TVP Aleksandry Jakubowskiej. Obie chciały zwrócić uwagę na „manipulowanie wiadomościami”, obie mają zawziętych zwolenników i przeciwników.
Może to będzie spiskowa teoria dziejów, ale postępek Hanny Lis to rodzaj medialnego szumu. Na ile dziennikarka była manipulowana, a na ile wykonywała zlecenie tego nie wiem. Komu potrzebna jest medialna zasłona dymna, aby odwrócić uwagę od siebie? Rząd premieru Tusku przeżywa trudne chwile: kapiszon Pitery w postaci „porażającego raportu”, problemy z korupcją we własnym rządzie. To ostatnie jest bardzo nie wygodne dla rządu, bo dotyczy służby zdrowia. Część działań CBA za kaczystowkiego reżimu dotyczyła właśnie tego resortu. Doktor G, Beata Kempa miały być ofiarami. Ostatnie doniesienia o możliwości popełnienia przestępstw korupcyjnych pod bokiem Głównej Kapiszonowej chwały nie przynosi.
Może to chodzi o Lecha Wałęsę – aby cokolwiek odwrócić uwagę od publikacji na jego temat? Dwadzieścia tysięcy miesięcznie pensji – otrzymane po długotrwałych negocjacjach (jak donosiły media internetowe) wystarczą zapewne na spłatę zaciągniętych kredytów i na życie na niezłym poziomie. Czy takiej mamony pozbywa się jednym nieprzemyślanym słowem, mając kupę długów do spłacenia?
Albo pani Lis realizuje czyjeś poważne zlecenie, albo jest po prostu głupią gęsią. Obstawiam to pierwsze. Długi trzeba kiedyś spłacać


Komentarze
Pokaż komentarze