Mariusz Wiącek Mariusz Wiącek
80
BLOG

Czy polscy politycy potrafią odchodzić z klasą?

Mariusz Wiącek Mariusz Wiącek Polityka Obserwuj notkę 5

 

Czy coś takiego w naszej polskiej polityce istnieje?Jeżeli tak to w ograniczonym zakresie.
Nasi politycy są jak  talia zgranych kart. Tasujesz, tasujesz, przekładasz, wszyscy patrzą na ręce, a ciągle wychodzi ten sam rozkład. No może czasem blotkom wydaje się że są ważnymi atutami. Wtedy rozrabiają, pełno ich w prasie telewizji chcą na siebie zwrócić uwagę. Takim typem jest Kazio (za chińskiego boga nie pasuje mi do niego Kazimierz) Marcinkiewicz:  
 
Gdy porównuję dziewięć miesięcy mojej pracy i jej efekty z efektami pracy Jarosława Kaczyńskiego, który dłużej był szefem rządu, nie mam sobie nic do zarzucenia. Po tym wszystkim dalej trwałem w PiS - lojalnie pokazywałem błędy, jakie popełnia PiS, ale nie atakowałem partii, lecz mówiłem na przykład, że jest skok na spółki Skarbu Państwa - ogromny, beznadziejny, totalne kolesiostwo - przypomina. Zdradza także, co było głównym przyczyną, który zadecydował o odejściu z PiS. - To, że część polityków PiS wykorzystywała służby do celów politycznych, było dla mnie ostatecznym powodem, który przechylił szalę i spowodował, że doszedłem do stuprocentowego przekonania, że (...) muszę się przyczynić do tego, żeby PiS dalej nie rządziło, bo zrobi Polsce krzywdę.
 
Przymierze Prawicy łączyło się z PiS w 2002. Stanowisko premiera objął w 2005 roku – przez trzy lata nie był w stanie rozpoznać charakteru Jarosława Kaczyńskigo? Nie chce mi się wierzyć, ale to możliwe. Jednak takie postępowanie wystawia jemu, jako politykowi nie najlepsze świadectwo. Marek  Jurek  który pochodzi z tej samej formacji politycznej odszedł z prestiżowego stanowiska marszałka sejmu ze względów światopoglądowych. 

- Nigdy nie zabiegałem u Jarosława Kaczyńskiego o jakiekolwiek stanowisko. (...) To Jarosław Kaczyński powiedział, żebym został premierem, a nie ja stałem u jego drzwi i prosiłem o tę funkcję
 
A to z lufą przy skroni Kazio się zgodził? Dobra dał się wyrolować „Kaczorom” trwało to długo bo cztery lata. To po co się zgodził zostać komisarzem Warszawy, a później stanął w szranki walki wyborczej z naszą Hanią kochaną. I przegrał. Czy go wtedy Kaczor porzucił jak zużytą wykałaczkę. Według mnie nie,  bo został doradcą prezesa NBP Skrzypka. Później dostał ciepłą synekurę w postaci członka Rady Dyrektorów EBiR jako reprezentant Polski. Kto wtedy zatwierdzał kandydatury zapytam retorycznie? Dla ułatwienia podam datę od której rozpoczął swoją pracę w tym banku: 1 marca 2007 roku. Jak byt ekonomiczny miał zatwierdzony, i aby „nowe” nie wyrzuciło go z ciepłej synekury zaczął pluć na byłych kolegów partyjnych.
 
Janusz Zemkę określił Marcinkiwicza jako Dodę polskiej polityki, uważam że był zanadto łaskawy. Dorota Rybaczewska umie śpiewać, nie doi polskiego podatnika, a raczej wręcz przeciwnie, jako młoda kobieta zarabia kupę szmalu. Bardziej bym go określił jako Mandaryną. Ona nie umiała śpiewać (słynny występ w Sopocie) i była tylko i wyłącznie wypromowana jako produkt PR    do zarobienia kasy.
Tak samo jest i z Kaziem Marcinkiewiczem produkt PR – człowiek przydany,  bo zna tajemnice Jarosława Kaczyńskiego. Bredził coś o inwigilacji. Zainteresował media swoim domniemanym ślubem. Znowu jest na czołówkach gazet – jak jakaś podstarzała celebrytaka, chcąca zwrócić na siebie uwagę. W przypadkowość tego działania ze ślubem jakoś nie wierzę.
Dla mnie pan Kazio Marcinkiewicz jest typem który nie dotrzymuje obietnic, zobowiązań, a podstawową jego cechą jest permanentny brak lojalności. Zdradził Kaczyńskiego, rozszedł się z żoną, bo nie stać go na powrót do szarego codziennego życia w Gorzowie Wielkopolskim. Zdradził swoje chrześcijańskie ideały (inną kwestią jest czy je w ogóle miał). Czy jego sprzeciw  dla wychowania seksualnego w szkołach wynikał z przekonań, czy to było akurat przydatne ze względów koniunkturalnych trudno wyczuć?   Może jest inne wytłumaczenie działań Kazia – ktoś mu każe tak robić bo ma na niego „kwity”.
W wywiadzie chwali się że ma jednoosobową spółkę doradztwa finansowego i współpracuje z inwestorami zagranicznymi pomaga im jako znający polskie realia. Spotykając się ze Schetyną Tuskiem pokazuje nieświadomym inwestorom z zagranicy że jeszcze jest w grze, i nie należy go spisywać na straty.
 
To jest tylko jeden przykład (autocenzura), są i inne.  Ta sama zgrana talia kart. Tylko blotkom się czasem myli gra i myślą że są pionami i na końcu 8 linii mogą być promowani na figurę większego kalibru.
 
 
 
 

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka