W styczniu drugim miesiącu trwania stanu wojennego urodził mi się syn. Trzeba jakoś zawiadomić teściów w sąsiednim województwie. Telefony działają ale w obrębie miasta. W tym czasie nie było tak popularnych połączeń automatycznych i pani telefonistka powiedziała że nie połączy. Pojechać się nie da bo tylko w ważnych sprawach służbowych. Biletu ci nie sprzedadzą, a samochodem (ojciec miał trabanta) nie da rady bo na każdym większym skrzyżowaniu stoi posterunek milicji i wojska. Co robić? Żona leży w szpitalu bo coś tam z porodem poszło nie tak, ale pyta się czy zawiadomiłem jej rodziców.
Poszedłem na pocztę, a pani w okienku mówi że telegramy to tylko i wyłącznie ze zgodą Urzędu Spraw Wewnętrznych, czyli obecnej komendy policji.
Wybrałem druk telegramu. Wyjaśnienie dla młodszych czytelników telegram to taki SMS tylko przynosił go listonosz, a wysyłało się go z poczty. Napisałem Ewa urodziła syna Miłosza. Zgodnie z prawdą. Podbiłem go w szpitalu u ordynatora oddziału noworodków. Poszedłem do urzędu stanu cywilnego gdzie na telegramie przybili pieczątkę i nr aktu urodzenia. Na koniec udałem się na milicję (urząd spraw wewnętrznych) gdzie oficer dyżurny zapoznawszy się z całą historią napisał zgoda i przybił stosowną pieczęć. Poszedłem na pocztę (zajęło mi to bite 4 godziny) dałem pani około 14:30 kartkę z telegramem. Pani przyjęła odebrała stosowną zapłatę. Ja w poczuci dobrze spełnionego obowiązku poinformowania teściów o radosnym fakcie udałem się do domu, wypić kielicha bo to mój ojciec został dziadkiem.
Impreza rozwija się dosyć dobrze bo to przyszedł mój dziadek, który został pradziadkiem, jacyś znajomi rodziców. Zaczyna być gwarno, aż tu nagle do drzwi ktoś puka. Otwiera moja mama, a tam przerażona urzędniczka pocztowa oddaje telegram pieniądze w woreczku i mówi że telegram cofnęła cenzura wojskowa w Rzeszowie.
Teściowa przyjechała dwa tygodnie później na delegację, tak kombinując aby mogła z Rzeszowa do Stalowej Woli przez moje rodzinne miasto. Gdy czytam że żona obecnego nam prezydenta przedarła się z wałówą do ośrodka internowania 24 grudnia, gdzie siedział jej mąż to ogarnia mnie pusty śmiech. Ja nie mogłem wysłać potwierdzonego wszędzie telegramu z informacją, a ona żona znanego opozycjonisty myliła pogonie, przedzierała się przez posterunki na każdym większym skrzyżowaniu.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)