Życie duże i małe
Polak jest olbrzym, a człowiek w Polaku jest karzeł. - Norwid @ Tylko głupcy nazywają samowolę wolnością. - Tacyt @ Wolność jest zdolnością do samodyscypliny. - Georges Clemenceau
62 obserwujących
294 notki
1468k odsłon
  9795   0

Agnieszka Osiecka - Muza, Afrodyta, Inspiracja

Pamiętam, że zwierzyłem się Agnieszce Osieckiej ze smutnej refleksji o nielekkiej doli wybitnych Poetów, bywa, że i Wieszczów, ale także – wybitnych Tekściarzy, których nazwisk nie wymienia się podczas występów wokalistów, a słuchacze piosenek identyfikują wręcz Wybitny Przekaz Wiersza, Zapisu – z osobowością wokalisty czy wokalistki. I wymieniłem tu naszych najwybitniejszych: Marka Grechutę, Jonasza Koftę, Seweryna Krajewskiego, Ewę Demarczyk, Czesława Niemena i… innych.

image

 Agnieszkę Osiecką po raz pierwszy spotkałem jesienią 1989 roku. Ostatni raz – gdy byłem z koleżanką, także o imieniu Agnieszka, w Instytucie Onkologii w Warszawie. Agnieszka dowiedziała się bowiem, że ma chorą na raka swoją cudowną Mamę. A ja w długiej kolejce do onkologa dostrzegłem Afrodytę – Muzę Agnieszkę Osiecką… Po raz ostatni…

----------------------------------------------------------------

Urodziła się 9 października 1936 roku, czyli na trzy lata przed wojną. Wojną, której nie znała, choć ta jej dotknęła. Wychowywana była bowiem w "domu-klatce", osłoniętym od rzeczywistości. Mimo to była doskonałym obserwatorem życia codziennego.

Agnieszka Osiecka - była jedyną córką Marii i Wiktora Osieckich. Matka pracowała po wojnie jako bibliotekarka, ojciec był w owym czasie znanym pianistą. I to właśnie ojciec był jej największym autorytetem. To on planował życie małej wówczas Agnieszki – zapisał ją na lekcje języków, zatrudnił opiekunkę i nie pozwalał czytać prasy codziennej, (cóż za mądry Człowiek!), w której mogłaby znaleźć informacje niewłaściwe dla dziecka.

Matka, jak pisze Agnieszka w „Rozmowach w tańcu”, była hipochondryczką i nie wyobrażała sobie życia bez córki. Może właśnie dlatego dopasowała się do stworzonego przez męża świata idealnego i nawet zimą starała się o świeże letnie owoce. Robiła na przekór ludziom dookoła, pokazując, że możliwe jest normalne życie – sięganie po nieosiągalne: jak choćby tropikalne owoce – cóż z tego, że droższe.

Cicha i skryta (podkochująca się w sąsiadach z naprzeciwka) Agnieszka Osiecka wypłynęła na powierzchnię podczas podjętych (i ukończonych!) przez nią studiów na Wydziale Dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Jest też absolwentką reżyserii łódzkiej szkoły filmowej. Mało kto wie, że Agnieszka pozostałaby zwykłym oświetleniowcem w Studenckim Teatrze Satyryków (STS), gdzie stawiała pierwsze kroki, gdyby nie nagłe zastępstwo za chorą tekściarkę.

Początkowo piosenki Osieckiej były tylko przerywnikami w całym programie, z czasem stały się jego osią. To właśnie dla STS-u powstały pierwsze wielkie przeboje Agnieszki: „Okularnicy”, „Kochankowie z ulicy Kamiennej”, „Sztuczny miód”, „Miasteczko cud”. Jej piosenki były komentarzami do rzeczywistości, obecnej sytuacji społecznej i politycznej. Idealnie współgrały z nastrojami widowni. Agnieszka pisała prosto, treściwie i zrozumiale. Napisała dla STS-u 166 tekstów - znakomitych, podbijających serca i dusze , znakomicie oddających cała gamę przeżyć wewnętrznych Artystki, będących wręcz hymnami młodej polskiej inteligencji, jak chociażby utwór "Okularnicy".

image

Doskonale zdawała sobie sprawę, że nie zawsze jest to poezja najwyższych lotów, jednak miała swoje żelazne (choć czasem łamane) reguły: nie lubiła przymiotników. Być może dlatego, że upraszczały one widzenie świata do ściśle określonych barw, nastrojów. Ona wolała opisywać, pozostawiać swoim czytelnikom (słuchaczom) ostateczne decyzje dotyczące kolorów.

STS był tylko krótkim przystankiem na jej drodze ku szczytowi. Spotkanie to miało jednak odcisnąć się głęboko na jej dalszym losie. To dzięki STS-owi Agnieszka poznała nie tylko moc swoich piosenek, satyry, ale także kulisy teatru, którym zafascynowana była do samego końca, co potwierdziła swoją ostatnią współpracą – z sopockim Teatrem Atelier.

PO LATACH MOICH STUDIÓW I ROZMÓW Z JEJ PRZYJACIÓŁMI I BLISKIMI OD SERCA - o Agnieszce O. można mówić wiele, bardzo wiele. O jej życiu, próbach założenia rodziny – tak zwanej. „małej stabilizacji”, której podobno się obawiała, alkoholizmie, znajomych, spotkaniach i pracy. Nie sposób jednak powiedzieć jak piękną i urzekającą osobą była Agnieszka.

Szczupła, długowłosa i długonoga dziewczyna uwiodła niejednego i niejednemu złamała serce. Agnieszka rozkochała w sobie i mnie. Trzydziesto-letniego chłopaka, który – dopiero co – wkraczał w „życie literackie” dzięki prof. Rochowi Sulimie, naczelnemu „Tygodnika Kulturalnego” – Staszkowi Adamczykowi i memu Mentorowi – Przyjacielowi wybitnym pisarzu i poecie – Tadeuszowi Nowakowi. Rozkochała mnie do tego stopnia, że pisząc ten wspominkowy tekst mówię o Niej po imieniu – stwarzając pozory „per ty” i wyobrażając sobie wypity z Nią bruderszaft… Do tego stopnia, że mógłbym zaśpiewać (a może lepiej wyrecytować): „Na całych jeziorach Ty [...] na serio i w żartach Ty”. I w końcu do tego stopnia, że czytam Ją, o Niej, a nawet to, co Ona. Mam swoją „Obsesję”…

Lubię to! Skomentuj134 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura