Moji przyjaciele w Polsce polecali mi tą książke z entuzjazmem. „Tego musiś czytać.“ Brzmiało to mocnie, no to czytałem. I byłem zawieśony. Polacy niczego niezrozumiałi o Czechach i o tym, co teraz się tu zdarza, przynajmej ten reporter, o którym mówią jak o gwiazdie polskiego dzennikarstwa.
Poprostu Mariusz Szczygieł w swojim „Gottlandzie“ nagromadził wiele zwyklych stereotypów, które znają Polacy o Czechach, dostawil ciekawe osobowości i zrobil sukces. Ale ja nierozumie temu, dla czego ta książka jest traktowana tak poważnie.
Tak, Szczygieł pisze o osobowościach ciekawych, rodzina Baťa jest przykładem czeskiego losu w XX. wieku, aktorka Lída Baarová jest przykładem sukcesu i upadku, tak jak Polacy i mi miałiśmy nasz stalinizm a wszyscy dziennikarzy obcy w Pradze mają obsesje znaleść i napisać coś o Franzi Kafku. Ale akcentować na co trzeciej stronie, że Czesi w drugiej wojnie światowej niebronili się, że komunizm miał w Czechach głębokie korzenie, że nie jesteśmy zapałeni do dziedzictwa kafkańskiego, to są typowe stereotypy polskie o Czechach.
Reporter nie wyjaśnił, dla czego, z jakich powodów nie walczyliśmy w trzydziestuosmym, nie wie, że byłiśmy krajem przemyśłowym i dla tego klasa robotnicza była tu zawsze silna, nie wiele zna o tym, że być przeciwko komunizmowi było w Czechach trudniejsie niż w Polsce, bo kary były o wiele więksie. I to nie mówiono o roli okupanta, którą Polska grala w latach 1938 i 1968. I także to, że my pozbawiliśmy się naszego najwięksiego pomnika stalinizmu, natomiast Polacy teraz chcą swój monument stalinistyczny – dzisiaj nazywany Pałac kultury w Warszawie- zapisać do UNESCO.
Wiadomo, że jest ciężko czytać coś kryticznego o swojim kraju i ludu, ale ja w takiej reflexiji chciałbym dowiedzieć się czegoś nowego, dowiedzieć się, że naszi sąsiadzi nas znają i wiedzą, czym teraz żyjemy, o czym marzimy, co są nasze błędy i co nasze sukcesy.
Nic z tego nie czytalem w książce Mariusza Szczygieła, tylko dla Czechów znane opowieśći pełne obserwacji z dalekiej Warszawy, nie z Pragi. Co jest w tym kontekscie ciekawe, polska media nie mają nawet ni jednego prawdziwego korespondeta w Pradze, podczas gdy w Warszawie są trzy korespondeci z Czech.
W poniedziałek była w Pradze dyskusja o pietnastej rocznicy grupy wyszegradzkiej (Polska, Czechy, Slowacja i Węgry), zorganizowana przes instytuty kulturowe trzech państw i czeskie ministerstwo spraw zaganicznych. I tam szanowni gości z Polski, Czech, Węgier i Slowacji zgodzili się, że my cztery narody – sąsiadzi – ciągle nie znamy się. Książka „Gottland“ jest tego dowódem.


Komentarze
Pokaż komentarze (11)